Pedalboardów Ci na rynku od groma. Co tu wybrać? Wybierałem pedalboard długo, podglądałem na koncertach, patrzyłem kto co jak układa i tak dalej. Niby prosta rzecz, wziąć kostki, ułożyć w kolejności, podpiąć i gra. Ale zawsze coś jednak nie gra. A to kabel padnie, a to kostka przestanie działać, a to coś tnie sygnał i tak w kółko. Dzisiejszy wieczór chciałem poświęcić na opisanie ficzerów pedalboardowych, na które warto zwrócić uwagę przy zaopatrywaniu się w takie cudeńko.

Istnieje kilka rodzajów pedalboardów. Jednym z najdroższych jest Pedaltrain. Kilka profili metalowych połączonych ze sobą, z możliwością dokręcenia zasilacza z tyłu i schowania kabelków pod podłogą. Do takiej zabawki dołączony jest futerał do transportowania i tyle. Ludziska używają i chwalą, lekkie, solidne itd. Według mnie transportując efekty zaraz obok paczki 412, lampowych headów i innych zabawek po 30-50kg każda, efekty w zwykłym futerale piankowym to średni pomysł. Ale co kto lubi. Do ochrony i transportu swoich efektów zawsze używałem pancernych case’ów. Ich też jest cała gama do wyboru. Może to być sam kejs, a w środku mamy wyciąganą dechę z rączkami i tylko ją kładziemy na scenie. Może to być płaska podłoga połączona z wiekiem albo podłoga z burtą i wiekiem. Najbardziej pasuje mi ostatnia opcja. Dlaczego? Na scenie bywa dynamicznie, niebezpiecznie, ktoś chodzi biega, skacze, burta w jakimś stopniu blokuje nogę, nawet na wysokości 10 cm więc zanim nadepniemy na efekty, powinniśmy trafić na nią. I tak to własnie wygląda:

Kolejnym ważnym elementem są zamknięcia. Najbezpieczniejsze i najbardziej trwałe są zamki motylkowe:

Dosyć łatwo się je zamyka, są mega wytrzymałe i prezentują się zawodowo. Wystrzegajcie się zamknięć na jeden cienki pręcik, których pełno na serwisach sprzedażowych. Zazwyczaj można je zamknąć na kluczyk, ale uwierzcie, lepiej zakleić ja taśmą klejącą albo od razu wyrzucić.
Nad czym jeszcze warto się zastanowić? Rączka. Nie ma ich zbyt wiele na rynku. Zdecydowanie odradzam plastikowe, straszliwie wpijają się w ręce i są niewygodne. Od siebie polecę taki oto skórzany dynks, który daje naprawdę dobry komfort w noszeniu. Jak widzicie na zdjęciu, gdy „projektowalismy” skrzynię z Bullet Cases, zapomniałem powiedzieć o rączce i sam ją wymieniałem.

Dobry bajerem, szczególnie przy noszeniu na schodach i w wąskich miejscach są narożniki kulowe. Po prostu niezniszczalne i żadna ściana nam nie straszna.

Klasycznie – pod boardem gumowe nóżki. Żeby się nie ślizgało w trudnych warunkach i nie rysowało paneli w naszym pokoju czy też sali prób.

Mój pierwszy pedalboard miał zamknięcia z czterech stron. Po koncertach, zmęczony, czasami pod wpływem różnych środków odurzających, złożenie go do kupy było skomplikowane. W następnym pedalboardzie miałem już zawiasy wsuwane (tak jak w drzwiach, wsuwało się klapę i dopiero zamykało. Tak dopiero w tym ostatnim wynalazłem zawiasy całkowicie rozczepiane. Złożenie tego do kupy to pestka!

Diabeł tkwi w szczegółach. Jak zamocować efekty? Zazwyczaj używa się do tego rzepu (velcro – jak kto lubi). Standardowo producenci wrzucają na podłogę kocyk (miękka część rzepu) co jest zajebistym błędem. Kocyk się mechaci, niszczy, kurzy i po jakimś czasie traci przyczepność. „Haczyki” również zachodzą kurzem (co widać), ale nie tracą swoich właściwości i dużo łatwiej przystosować je do stanu używalności.

Problem powiązany z przyczepnością, czyli wałkowany miliony razy temat przymocowania efektów do podłogi. Najprostszy sposób, nieinwazyjny (jak butapren, kropelka i taśma dwustronna) i zawodowy. Dopasowujemy rzep do naszego efektu, odkręcamy śrubki trzymającą dolną klapkę, przykładamy do klapki, robimy otworki małym śrubokrętem i przykręcamy rzep do efektu. Testowane na wszystkich rodzajach stomp-boxów, PODach, kaczkach i Whammy. Nic się nigdy nie odczepiło. Można też zamiast wielkiego kawałka rzepa użyć pojedynczych pasków. Również wystarczy.

Zanim kupicie/zamówicie swój pedalboard, zastanówcie się dobrze ile miejsca potrzebujecie. Czy na trzy kostki potrzeba boarda szerokości 800 mm, czy z kolei nie będzie za ciasno po kolejnym już dołożeniu efektów. Nie zapomnijcie że oprócz efektów potrzebne będzie miejsce na kable (o czym niżej), zasilacze i teoretycznie(bo nie każdy takową chce mieć w swoim boardzie) listwę zasilającą.

Wybór kabli do pedaboardów to również udręka gitarzystów. Jeśli chodzi o dobrze i tanio to polecam złączki Klotza, dobre i tanie, zalewane wtyki, pozłacane dżeki. I przede wszystkim dobra cena, około 22 zł za 2 sztuki.
Jeżeli jednak szukamy nietypowych rozwiązań, polecam kable bez lutowania, mają bardzo cienkie przewody, łatwo się je układa i długość dopasowujemy dokładnie do naszego ustawienia efektów. Na zdjęciu poniżej przykład kabelka firmy George L’s, podobne kabelki robi też Lava Cable.

Jeżeli ktoś nie chce iść na łatwiznę i pragnie dopasować długości kabelków idealnie, może użyć sensownego kabla (poniżej Sommer Spirit XXL) i w miarę sensownych wtyków. Nie muszą to być niezniszczalne Neutriki za 15 zł sztuka, bo przecież nie rzucamy nimi, tylko łączymy i amen. Reany, czyli chińskie Neutriki sprawdzają się w tej roli doskonale. Niestety są one trochę większe od na przykład George L’s, ale zdecydowanie tańsze.

Ale się nagadałem, aż mi w paszczo-szczęce zaschło. Mam nadzieję, że artykuł się przyda. A najśmieszniejsze jest to, że właśnie pozbywam się tego boarda, bo przechodzimy całkowicie na sprzęt rackowy bez użycia podłóg. I tyle.

O autorze

Uzależniony od coli bez cukru fanboy siódemek barytonowych i Batmana.