Odpowiedź na to pytanie jest szybka, łatwa i prosta. Oczywiście, że tak. Tranzystory mają szereg zalet, które spokojnie pozwalają na nagrywanie i używanie ich w warunkach domowych. Przy mniejszych głośnościach brzmią dobrze, w porównaniu do lamp, które muszą się nasycić i dopiero przy większym hałasie zaczynają dobrze gadać.

Kolejna sprawa – tranzystory są tanie. Dobry wzmacniacz, choćby widoczny na zdjęciu wyżej Sunn ST-15 można ustrzelić już za 200 zł. A gra on całkiem przyjemnie i pewnie dałoby się na nim ukręcić niezłe brzmienie do nagrań:

Czyli co, kupujemy tranziaka, naciskamy [REC] i ogień? Niestety nie. Tak samo jak w przypadku każdego wzmacniacza, potrzebujemy mikrofon i przynajmniej średniej jakości interface audio. Żeby odgrodzić się od środowiska i zlikwidować niechciany pogłos, wypadałoby jakoś wygłuszyć pokój, czy po prostu wstawić wzmacniacz do pułapki, która zatrzyma dźwięk w środku. Kolejne koszty. Statyw do mikrofonu? Również się przyda.
Podsumowując – wzmacniacz + mikrofon + interface + statyw + wygłuszenie = DUŻO. Szczególnie przeciwko choćby TonePortowi GX, który używany kosztuje około 200 zł i spokojnie da się na nim ukręcić zadowalające brzmienie, a jak nie to zawsze można poszukać wtyczek, impulsów i symulacji, które rozszerzą nasze spektrum brzmieniowe.
zdjęcie główne: materiały prasowe

O autorze

Uzależniony od coli bez cukru fanboy siódemek barytonowych i Batmana.