Po ograniu milionów wioseł, po obejrzeniu tysięcy klipów i po setkach rozmów z różnymi gitarzystami, wszyscy wiemy doskonale co powinno znajdować się w naszej (albo po prostu dobrej) gitarze. Ale na przekór opiniom, gitarzystom i całemu światu, wciąż dostajemy potworki, które dla dużej części użytkowników są niegrywalne.


Czy można jakoś to zmienić? Pewnie, że można! Pokazał nam to już Rob Chapman, który pomysły na gitary konsultował w gronie gitarzystów, a nie projektantów. A jak to wygląda na naszym rynku? Powoli coś się rusza, na zimowym Namm, Mayones zaprezentował nam Regiusa ze ścięciem na przedramię – W KOŃCU.

Na szczęście nie jest to jedyny przykład tego, co dzieje się na naszym rodzimym rynku gitarowym. Wspaniałym przykładem jest Blackat Guitars. Firma również konsultuje swoje pomysły z gronem odbiorców i według mnie, wychodzi jej to na dobre.

Drewno

Ma znaczenie i wszyscy o tym wiemy. Czy to pod względem akustycznym, czy wizualnym, czy czysto technicznym – jakość, trwałość i wytrzymałość. Nawet najwięksi producenci wprowadzają oszczędności w tym temacie, ale czy tak być powinno? Chyba nie. Popatrzcie na ten top:

Gruby, solidny kawał drewna. Można?

Wygoda

Nie ma znaczenia, czy to przełącznik, czy potencjometr. Wszystko schowane jest we we frezach, żeby nie kolidowało z ręka uderzającą w struny:

Ewentualnie w sensownej odległości:

Jakość

Wydając 5000 zł na gitarę, powinniśmy się spodziewać przynajmniej poprawnej jakości, a w zasadzie nie powinny się pojawić podstawowe babole. Niestety, wszyscy wiemy jak jest, a nawet zapominając o taśmowych Schecterach:

Chyba jednak każdy czeka na taki binding i markery:

 

Pomimo ogromnego skoku technologicznego i niebotycznych cen, wciąż spotykamy się z podstawowymi problemami, które już dawno powinny zostać wyeliminowane. Warto czasem odejść od mainstreamu i poszukać solidniejszych rozwiązań.


źródło zdjęć: fb.com/blackatguitars

O autorze

Uzależniony od coli bez cukru fanboy siódemek barytonowych i Batmana.