Jedziemy!

Mamy już zespół, mamy 12 wspaniałych numerów o miłości, nienawiści, szatanie i łzach.
Przyszło zaproszenie, żeby zagrać koncert no i o czym trzeba pamiętać?

Brzmienie

Na próbach każdy kręci się tak, żeby słyszał się najlepiej. Czyli ten od solówek głośniej, basista też próbuje się nakręcić co by chociaż trochę go słyszano, perkusista nie musi nic robić, walnie blasta i pozamiatane.
Jak się zapewne domyślacie, nie jest to najlepsza droga. Gitary „raczej” powinny być tak samo głośno, solówki to osobna rzecz i tylko one powinny być z przodu, a nie wszystko.
Czyli dochodzi tu jakieś booster, czy też pedał głośności wpięty w pętlę efektów.
Jak pamiętamy, gitary grają środkiem. Dlaczego środkiem? Bo jak będą grały bez środka to nich ich nie usłyszy. Uszy naszych słuchaczy połechta niemiłe bzyczenie podobne do pierdzenia komara czy też letniej muchy. Z gainem też trzeba uważać, wiadomo mięso jest fajne, ale bez przesady. Trzeba się trzymać jakiejś rozsądnej granicy, żeby gitara przy mocnym rozkręceniu wzmacniacza nam się nie sprzęgała, żeby szybsze kostkowania były selektywne i dobrze słyszalne, a nie rozlazłe i bezdźwięczne.
Co z basem. Ciężka sprawa. Bas powinien lecieć dołem. Ale warto dołożyć mu trochę środka i góry, żeby choć trochę było go słychać. Warto pamiętać też o nim w aranżach. W muzyce rockowej i cięższej, bas powinien współgrać ze stopą. Wtedy pojawia się zuo, moc i szatan.
Tu też nawiązanie do gitar które grają środkiem, jeżeli grać nim nie będą, wpieprzą się w pasmo basu i stąd też słaba ich słyszalność. To tak jakby puścić dwa numery jakiegoś zespołu na raz, słyszycie coś? Nie bałdzo.
Dość skomplikowanym i czasochłonnym zabiegiem jest współgranie brzmienia basu z gitarami. Trzeba spędzić wiele godzin, żeby to połączyć, ale da się to zrobić. Tą zagadkę muzyczną pozostawiam jednak Wam do rozwiązania. A co z perkusją? Tak naprawdę to ona też powinna być nastrojona i nie jest to żart. Nie jestem autorytetem w tym temacie, ale fajnie jest gdy werbel ma porządny strzał i jest dość wysoko nastrojony. Dobrze go wtedy słychać i nie gubi się w całym hałasie.
Stopę warto wytłumić i pokombinować, może zmiana naciągu? Może jakaś plastikowa wkładka? Może inne bijaki? Miliony możliwości.

Ekwipunek

Mamy kawałki, nakręciliśmy złowieszcze brzmienie, czas się spakować.
Czego nie powinniśmy zapomnieć? O gitarze każde pamięta, ale czy o zapasowym kablu również? Bardzo się przydaje. Podobnież zapasowe struny (jeśli nie posiadamy zapasowej gitary) przyjdą nam na ratunek w ciężkiej sytuacji. Żeby nie zamulić ludzi podczas straszliwego przypadku zerwania struny, warto mieć też ze sobą korbkę, która przyspieszy wymianę. Jeżeli używamy efektów i nie korzystamy z zasilacza – zapasowe baterie to podstawa. Bo gdy nasz Bossik bez true bypassu się wyczerpie, będzie bieeeedaaaa straszna.
Po koncercie w zadymionej sali, warto przetrzeć struny i całą gitarę szmatką, po co zbierać ten syf z powietrza.
Bardzo ważna sprawa – tuner. Nawet za 20 zł, bez przepuszczania sygnału, ale niech leży w zasięgu ręki. No bez tego nie ma grania. Perkusja. Zapasowe podstawowe naciągi na stopę i werbel, zapasowe pałki i dobrze mieć futerał, w którym te pałki będą leżeć blisko garów, można zawiesić na jakimś statywie, może jakaś piękna pani będzie je trzymać cały koncert – co kto lubi. Mikrofon. Mimo wszystko warto mieć swój mikrofon do wokalu. No chyba że komuś nie przeszkadzają śmierdzące siateczki. Ostatnimi czasy doszedłem też do wniosku, że warto mieć swojego Szczura SM57… Dość często spotykam się z brakiem sensownych mikrofonów do gitar. Pomocną sprawą są też statywy gitarowe. Jeżeli są 3 gitary w zespole, to jeszcze damy radę, ale gdy pojawiają się zapasy i robi się ich 5 czy 6, zaczynają się schody. Trzeba mieć wszystko pod ręką i statyw staję się bezcennym pomocnikiem. Dość często w małych klubach nagłaśnia się tylko wokal, stopę i ewentualnie tomy. Co wtedy? Musimy się rozkręcić dość głośno i niestety nasze uszy po takim występnie będą cierpieć 2-3 dni. Dlatego polecam zaopatrzyć się w stopery. Na początek nawet jakieś zwykłe się nadadzą, wraz z rozwojem kariery polecam stopery które nie tną góry i środka, tylko ściszają całość. Za 50 – 60 zł można już takie dorwać. Błogosławieństwo. Kolejna sprawa to prąd. Zawsze go brakuje bądź jest za daleko, dlatego przedłużacze to kolejne błogosławieństwo. O tak podstawowej rzeczy jak zapasowe kostki nie wspominam, bo to chyba oczywiste (kiedyś w środku koncertu mój znajomy krzyczał ze sceny: „Jacek! Masz jakąś kostkę?”).


Zaczynamy grać, perkusista jedzie czołgiem z podwójną stopą a tu nagle łuuups, perkusja odjechała.
Dywan drodzy panowie i nieliczne panie. Dywan to rzecz niezbędna na koncercie i basta. Albo niech go zapewni organizator, albo jeśli zapomnieliście się dopytać, zabierajcie ze sobą. Bo przytrzymywanie centrali cegłami nie daje rady (wypróbowane).

Transport
Mamy już ukręcone brzmienie, wiemy co nam potrzebne to czas się spakować. Co gdy brakuje nam busa żeby spakować heady, paczki, comba, 4 gitary i perkusję? Oczywiście dogadujemy się z innymi kapelami które grają, oni załatwiają garki, my paczki itd. Pamiętajcie żeby upewnić się, czy czasem zapewnione przez inną kapelę garki to nie Stagg Pro albo paczki Berindżera nie nadające się do gry. O impedancji paczek wspominać nie muszę, bo mam nadzieję wszyscy pamiętają (head <= paczka). A co gdy mamy busa i jesteśmy super pro i zabieramy wszystko? Bardzo fajnie. Pamiętajcie o zabezpieczeniu wszystkiego, żeby podczas przejazdu przez nasze piękne polskie drogi nic nie zaczęło podskakiwać albo wylatywać przez tylnią szybę. Zdarza się że na przeglądach organizator zapewnia pełny backline i nie pozwala grać na swoim sprzęcie… Warto dowiedzieć się co tam dokładnie jest, ewentualnie może być całkiem ok. Ale najczęściej nie jest. Warto wtedy wyperswadować organizatorom, że chcemy grać na swoim i tyle, bo w przeciwnym razie, nie wygramy.
No to gramy!
Czas się rozłożyć i odpalić sprzęt. Mile widziane przez organizatorów i akustyków jest ład, porządek i prędkość. Jeżeli będziecie się rozkładać pół godziny, a później robić próbę dźwięku przez 45 minut, to akustyk Was znienawidzi a muzycy z innych zespołów poprzecinają Wam kable. Warto, ale naprawdę warto nauczyć się rozkładać szybko i z sensem. Na przykład, wszyscy wnoszą paczki, gitarzyści się rozkładają, wokalista pomaga perkusiście a w międzyczasie gitary się już nagłaśniają. W ten sposób w ciągu 15- 20 minut jesteśmy rozłożeni, wypróbowani i przygotowani do koncertu. Wiadomo – jak jest czas warto pokręcić dłużej, ale zazwyczaj tego czasu nie ma. Co pomaga w szybkim rozkładaniu? Dobrze spakowany sprzęt, czyli wszelkiego rodzaju kejsy, dobrze ułożone kable i przede wszystkim współdziałanie wszystkich (o czym już wspominałem).
Umiejętność pakowania swojego sprzętu po koncercie jest równie ważna jak jego rozpakowywanie, proponuję stosować podobne zasady jak wcześniej. Metronom. Jeżeli dążymy do perfekcji perkusista może grać z metronomem lub z pilotem (metronomem połączonym z gitarami). Jesteśmy wtedy właściwie uzależnienie od niego, ale również nasze numery cały czas trzymają tempo. Wszystko zależy od perkusisty, muzyki jaką gramy. Warto spróbować.

Nagłośnienie

Zakładamy, że jesteśmy na dobrze nagłośnionym koncercie, z całym omikrofonowaniem, monitorami i pełnym wypasem. Scena jednak nie jest Woodstockowa, ot zwyczajne 6-7 metrów na 4. Jeżeli perkusista nie gra z metronomem potrzebny mu odsłuch co najmniej jednej gitary. Wiadomo, przody są wysunięte więc wokal również potrzebuje co najmniej dwóch monitorów żeby się sensownie słyszeć. A co z gitarami i basem? Najczęściej obserwuje sytuację, gdy gitarzysta rozkręca piecyk na 2 kreski i krzyczy żeby go w monitorze dać głośniej. Ja się pytam po co? Po co te 100W i 4×12 za plecami? Dla ozdoby?
Mamy swój backline – grajmy i słyszmy się z niego, monitory zostawmy wokaliście, żeby mógł latać po scenie i wszędzie się słyszeć. No chyba, że to Woodstock – wtedy wiadomo, bez monitora ani rusz.
Cóż jeszcze może się przydać… Dość często na scenie jest ciemno, reflektory latają jak szalone i albo nic nie widać albo bardzo niewiele. Stąd też warto zaznaczyć na swojej kolumnie czy też kombie miejsce przyłożenia mikrofonu. Może to być takie L zaraz przy krawędzi głośnika czy też w samym centrum – jakie kto lubi brzmienie.

Koniec czyli szacunek.

Szacunek to bardzo ważna sprawa, zarówno do zespołów, organizatorów, akustyków i ekipy technicznej. Wszyscy chcą dobrze wypaść, inni pracują i robią to tak jak najlepiej umieją. Czasami są spiny, niesnaski ale warto nie tracić głowy i trzymać nerwy na wodzy. Na koniec mała dygresja, gdy zespół się pakuje i znosi swoje graty, nigdy, przenigdy nie pakujcie się na scenę! To po prostu doprowadza do szału. Próbujesz się spakować i jak najszybciej zniknąć, a tu jakiś typ przerzuca swoje 412 na twoją głową i zastawia przejście. Szał pał! Unikajcie tego jak ognia. Jak nie macie ochoty pomóc innej kapeli, najlepiej usunąć się z przejścia. Bo jak kiedyś traficie na mnie i ktoś mi się wpieprzy na scenę podczas pakowania – SPALĘ, ZABIJĘ, ZGWAŁCĘ, JESZCZE RAZ ZABIJĘ i ZJEM GŁOWĘ.

O autorze

Uzależniony od coli bez cukru fanboy siódemek barytonowych i Batmana.