Kilka lat temu próbowałem prowadzić stronę o przewodach i efektach gitarowych, jednak nie do końca to wypaliło. Zawarłem na niej jednak trochę informacji o kablach, kabelkach i innych dziadach. Niestety serwer przepadł, informacje umarły ale ostały się fotki więc spróbuję ożywić przewodowy dział PLEKTRON-ON w dzisiejszym artykule.

Każdy element mojego zestawu gitarowego równa się wymyślonej przeze mnie ideologii. Niekoniecznie zgadza się ona z kanonami gitarowymi ustalanymi przez lata, ale przede wszystkim staram się być praktyczny. Wynika z tego sprawa dobierania grubości strun, trzymania się aktywnych przetworników czy grania na cyfrowych procesorach.

Bardzo podobnie sprawa się ma z kablami do gitary. Z zapartym tchem śledzę wątki wyboru kabli do gitary, ich ceny i różnice w brzmieniu między kablem za 58,94, zł a 62,99 zł.
Czy kabel może grać górą? Albo dołem? Nie może. Dlaczego? Bo kabel nie gra. Kabel przesyła sygnał z naszej gitary do wzmacniacza, efektów czy procesorów. Kabel może nam ten sygnał zniekształcić, gdy jest słabej jakości, gdy jego ekran nie zatrzymuje zakłóceń z zewnątrz i tak dalej.

Jak więc uniknąć takich niespodzianek? Czy musimy kupować Monstery i Mogami? Niekoniecznie. Pierwsza zasada. Nie kupujmy takich kabli:

Przede wszystkim guma która chroni ekran jest tragiczna. Zniszczy się bardzo szybko i prawdopodobnie doprowadzi do przerwy zarówno w ekranie jak i żyle sygnałowej. Po czym poznać takie kable? Bierzemy w łapę i gniemy. Jeżeli kable są jak sznurówki, to mówi samo za siebie. Materiał zewnętrzny powinien być elastyczny i mocny.

Jest bardzo dużo firm produkujących takie przewody. Wiadomo, gdy rozpoczynamy przygodę z gitarą ciężko wydać 100 zł na 2 kable. Łatwiej wydać 40 zł. Ale może lepiej wydać 50 i pograć trochę dłużej na nich?

Od dobrych kilku lat jest fanem składania przewodów DIY. Wrzucałem artykuł jak się do tego zabrać i myślę, że po kilku próbach każdy odważny człowiek poradzi sobie z tym bezproblemowo.
Jak w takim razie dobrać elementy do stworzenia własnego kabla?

[Anegdota] Wpadłem kiedyś do jednego większego sklepu muzycznego we Wrocławiu w poszukiwaniu kabli i wtyków. Gdy poprosiłem sprzedawcę, żeby pokazał mi wtyki, spojrzał na mnie jak na wariata i zapytał się po co mi to? Spokojnie odpowiedziałem, że będę robił kable. A on na to że chyba zwariowałem, bo w dzisiejszych czasach nikt już kabli nie robi, kupuje się gotowe i koniec.[/Anegdota off]

Przewód

Po kolei idąc: osłona pvc, ekran – plecionka, ekran z tworzywa, izolator, żyła sygnałowa.

Wybór przewodów jest masakrycznie wielki. Ja od lat używam Sommerów. Zarówno zwykłego Sommera Spirit, jak i ulepszonego wypustu Sommer Spirit XXL:

Czym te przewody się różnią, oprócz tego że XXL ma delikatnie lepszą specyfikację? Ten drugi jest minimalnie cieńszy i pierwsza warstwa chroniąca jest „lepsza”? Bardziej wytrzymała? Choć nie zdarzyło mi się, żebym kiedykolwiek uszkodził zwykłego Spirita, a XXL jeden jedyny raz się przerwał.
Do łączenia efektów w pedalboardach czasami stosowałem taki wesoły przewód:

Czasami zostają mi resztki XXL i również z niego coś sklecę, tak jak w artykule o lutowaniu.

Cóż jeszcze o kablach. Kiedyś testowałem Cordiala CGK122 bodajże. Pamiętam, że był on bardzo sztywny i zrezygnowałem z jego używania. Na dniach mam zamiar kupić do testów Klotz AC110, następcę słynnego LaGrange. Zobaczymy co potrafi

Wtyki

Najbardziej chwalonymi i najczęściej używanymi przeze mnie wtykami są Neutriki. Jest ich cała masa, kształtów, kolorów itd. Podstawowy to prosty i kątowy w dwóch opcjach, z pozłacanym wtykiem i zwykłym.

Dlaczego akurat te wtyki? Podczas dokręcania finalnego gumową końcówką, niebieski plastik zaciska się na kablu. Zamiast standardowego ściskania kombinerkami metalowych uszek, mamy zacisk, który nie puści. No nie ma takiej możliwości. Kabel jest przez to dodatkowo chroniony.

Innym wtykiem, który również ma taki system jest Amphenol:

Kątowy odpowiednik – Amphenol TM2RJ kosztuje niestety dwa razy tyle co prosty.

Niestety, ale Neutrik wypuścił też bubla. O ile wtyk kątowy z rozłączaniem sygnału po wyjęciu z gniazda jakoś działa:

Tak starszy model prosty to niestety totalna klapa:

Końcówka zaciskowa jest zrobiona z jakiegoś dziwnego plastiku, łamie się, nie da się jej dobrze dokręcić i wtyk po prostu umiera. Podobnie spraw się z odcinaniem sygnału w obydwu tych wtykach. Po jakimś czasie element którzy ma za zadnie zewrzeć sygnał z masą przestaje wychodzić z obudowy i właściwie nasze pieniądze są wyrzucone w błoto, a mogły być zainwestowane w tuner z rozłączaniem sygnału.

Dodatki

Bardzo przyjemnym ficzerem, który poprawia estetykę przewodów i wzmacnia miejsce łączenia wtyku z kablem jest koszulka termokurczliwa. Można je kupić w sklepach elektronicznych, sklepach z artykułami dla majsterkowiczów, czy po prostu na portalach aukcyjnych.

Kolejnym miłym dodatkiem jest owijka nylonowa. Oprócz dodania +100000 do estetyki, sprawa że nasz kabel staje się właściwie niezniszczalny.

Kable kolumnowe

Tu niestety mamy lekką dziurę na rynku. O ile kabli głośnikowych jest sporo, bo stosuje się je w nagłośnieniach, ale niestety używa się do tego innych wtyków niż „Jack”, stąd ich oferta jest bardzo mała.
Ale jeśli się uprzemy, możemy zastosować takie oto wtyki, jakości niestety średniej. Widziałem już, że pokazały się w dwóch rozmiarach, na grubsze i cieńsze przewody.

Do tego kabel głośnikowy, np Sommer Orbit:

Tak jak pisałem w poprzednim artykule, ciężko kupić dobrej jakości małe wtyki. Dlatego polecam zestawy Klotza składające się z dwóch dobrej jakości elastycznych kabelków. Więcej info >>tutaj<<

THE END

Dochodząc do finału. Co zrobić, żeby nie spłukać się na kablach? Najprościej, wtyki Neutrik Rean (2×4 zł) + Sommer Spirit 3m (x6zł) lub Klotz AC110 (x7,50 zł) co daje w sumie około 30 zł za kabel w miarę dobrej jakości. Dokładając kilka złotówek do wtyku Amphenola i dwie złotówki na koszulki termokurczliwe, mamy kabel na lata.

 

O autorze

Uzależniony od coli bez cukru fanboy siódemek barytonowych i Batmana.