Na początek chciałem przeprosić za jakość zdjęć, oczywiście zapomniałem zabrać aparatu na salę prób i chcąc nie chcąc wykonałem foty parówką, ale coś tam widać.

Ostatni artykuł zakończyłem na monitorach aktywnych. Tak jak widać, to nie był koniec i sytuacja znowuż się zmieniła. Mój udział w całej transformacji był delikatny, ale spróbuję opowiedzieć, jak sobie radzimy z tym burdelem.

W związku z tym, że z natury jesteśmy leniwi, odechciało nam się nawet klikać i zmieniać presety. Co z tym fantem można zrobić? Okazuje się, że wiele jeśli tylko Wasz procesor może być obsługiwany przez midi.
Jako że wszystkie numery mamy nagrane, zaczęło się od podpięcia PODów do !TonePorta! liniowo (ledwo dawał radę, ale się udało), a następnie DAW poprzez znaczniki midi w projekcie włączał i wyłączał efekty, zmieniał kanały, tempa delaya i tak dalej. W związku z tym, że TonePort nie do końca sobie radził, pojawił się w zestawie sensowniejszy interfejs audio – MOTU. Krótko mówiąc: DAW steruje PODami, One wysyłają sygnał do MOTU, MOTU do projektu, w którym możemy je rejestrować i sprawdzać czy dobrze gramy, a następnie na odsłuchy. I chyba powinno być dobrze. Nie do końca. Zaczęły się poszukiwania jeszcze większego ułatwiacza życia i natrafiłem dzięki kolegom z sevenstring.pl na tanie i sensowne monitory douszne. Nie licząc słuchawek, które są średnie, ale jednak idzie z nimi przeżyć, spokojnie można na tym grać i mieć komfort odpowiedniej głośności i izolacji od otoczenia. Żeby obniżyć, korzystamy z jednego nadajnika i dwóch odbiorników. Jakby tego było mało i perkusista też mógł żyć w pełnej inwigilacji, został nagłośniony i również wpięty w MOTU. Oprócz tego ma swój mały mikser, którym steruje swoim odsłuchem, czy więcej basu, gitar czy klika. W planach jest również trigger na stopę (zrealizowane), jeżeli nie uda nam się dokręcić sensownego brzmienia.
Aj byłbym zapomniał, niestety w racka mamy zapakowane zwykłe PODy HD500. W związku z tym, że HD Bean nie posiada sterowania midi (co jest totalnym absurdem, bo głupi XT sprzed 8 lat miał taką opcję), a POD HD Pro kosztuje nowy 3000 zł [sic!], zostajemy przy naszych maszynkach, które jakoś się tam zmieściły.
Teraz powinno się pojawić pytanie, PO CO TO WSZYSTKO DO ****************????!?!?!?!?!!!!!
Odpowiedzi są przynajmniej dwie. Jadąc na koncert zabieramy gitary, rack i bębny. Jak dobrze pójdzie to zmieścimy się w kombiaka. Ale druga sprawa to wygoda na koncercie. Wjeżdżamy z tym wszystkim, pan akustyk dostaje kabel z lewym i prawym kanałem, w którym ma wszystko, dosłownie wszystko i ma tylko nie spierdzielić naszego ciężko wypracowanego brzmienia. I tak to wygląda:

A tak brzmi:

Jak myślicie, czy w naszej cebulandii da radę tak zagrać koncert czy zostaniemy powieszeni na szlabanie i zwyzywani od innowierców? Z chęcią poczytam Wasze opinie na ten temat.

zdjęcie główne: materiały prasowe

O autorze

Uzależniony od coli bez cukru fanboy siódemek barytonowych i Batmana.