Przed przystąpieniem do miksowania zrób sobie dużo miejsca na biurku i upewnij się, że masz odpowiednio duży pokój. Przecież Twoja praca musi brzmieć przestrzennie, a miks ma „oddychać”.

A tak serio to będzie dzisiaj trochę o używaniu korektorów i zabawie częstotliwościami. W poprzedniej części Nagraj sobie sam poznaliśmy przede wszystkim podstawy i najważniejsze zagadnienia związane z miksowaniem. Dzisiaj trochę więcej o samym EQ.

Dlaczego w ogóle powinniśmy korzystać z korekcji? Ano dlatego, że nierzadko nasze ścieżki brzmią bardzo dobrze osobno, a w pełnym miksie zamiast potężnego brzmienia i mięcha mamy chaos i tonę mułu.

Jak temu zaradzić? Cóż zrobić?

Wiemy już, jak działa nasz DAW i w jaki sposób zapinać pluginy na kanały. Każdy program ma stockowo wbudowany przynajmniej jeden taki plugin. Użyjemy go do zrobienia porządku w naszym miksie.

Są dwa podstawowe i najczęściej używane sposoby na filtrowanie częstotliwości. Filtr dolno- i górnoprzepustowy. Najprościej mówiąc: taki, który “wywala wszystko” za sobą lub przed sobą.

Zatem co teraz? Robimy porządek.

Interesuje nas przede wszystkim gitarowe granie, więc pierwsze co powinniśmy zrobić, to przyciąć dół w gitarach rytmicznych.

Zakładamy plugin z EQ, wybieramy filtr górnoprzepustowy i przesuwamy go sobie do momentu, aż zacznie nam się “lekko wżerać” w brzmienie gitary. W tym momencie wiemy, że jesteśmy już za daleko. Przeważnie częstotliwości poniżej 60-70 Hz są nam tutaj całkowicie niepotrzebne i możemy je bez obaw usunąć. Nie przejmujmy się, że riffy brzmią teraz nieco mniej mięsiście – w końcu do wypełnienia tej przestrzeni mamy bas i dopiero razem wszystko zabrzmi dobrze. Z solówkami możemy zrobić podobnie, a nawet posunąć się nieco dalej z usuwaniem dołu.

W gitarze basowej będziemy postępować odwrotnie. Filtrem dolnoprzepustowym usuniemy analogicznie to, co jest niepotrzebne w górnych rejestrach. Zależnie od brzmienia i charakteru naszego basu możemy się posunąć nawet do wywalenia wszystkiego powyżej 4 kHz.

Z perkusją jednak już tak łatwo nie będzie. Każde bębny brzmią inaczej i mogą być nagrane z różnym rezultatem. Możemy jedynie z blach spokojnie wyciąć częstotliwości poniżej 250-350 Hz. Na przykład w hi-hacie nie będą one słyszalne, a mogą zabierać miejsce dla basu. Co do reszty zestawu, to już musimy zdać się na siebie.

Warto jednak pamiętać, aby:

1. Nie podbijać bez potrzeby żadnej częstotliwości. Lepiej w ogóle tego nie robić. A już w ogóle najlepiej na przykład dodać góry na samym wzmacniaczu gitary, jeżeli nam jej brakuje, nagrać takową ścieżkę jeszcze raz i spróbować innego ustawienia mikrofonu. W ostateczności lepiej stłumić trochę wysokich częstotliwości na innych instrumentach, żeby zrobić miejsce dla tej konkretnej, którą chcemy wyeksponować.
2. Nie myśleć, że EQ wszystko za nas załatwi. Jeżeli źle nagramy gitary i perkusję, to nieważne ile napocimy się kręcąc wirtualnymi gałkami – i tak nic sensownego z tego nie będzie. Korekcja ma zrobić miejsce dla wszystkich instrumentów, a nie poprawić ich brzmienie.
3. Pamiętać, jakie częstotliwości są kluczowe dla konkretnych instrumentów i mieć je na uwadze w trakcie wszystkich operacji. Mogą w tym pomóc pluginy, które nie tylko pozwalają na zabawę suwakami, ale także fajnie wyglądają i ładnie wizualizują nam jakimi pasmami gra konkretna ścieżka.

Podsumowawszy:

Pilnowanie porządku w częstotliwościach naszego miksu pozwoli nam na zachowanie odpowiedniej przestrzeni dla wszystkich instrumentów. Ponadto dzięki temu będziemy mieć większy „zapas” na kanale master i unikniemy ewentualnych przesterowań sygnału na wyjściu i chaosu w brzmieniu. Standardowo będziemy potrzebować praktyki i cierpliwości, ale na pewno warto się w ten temat zagłębić. Klarownych i pełnych headroom’u miksów życzę!


O autorze

Z wykształcenia kulturoznawca i dziennikarz. Na co dzień sprzedawca w muzycznym i kanapowy grajek.