Dzień dobry, kochane Czytelniczki i Czytelnicy!

Tak się jakoś złożyło, że dawno już niczego wesołego nie napisałem, trzeba więc to koniecznie nadrobić! (Bo wiem, że nie możecie żyć bez moich farmazonów). Jak zapewne zorientowaliście się po tytule, niniejszy art będzie dotyczył prania bielizny w krochmalu z ziemniaków. Dlatego też zapnijcie pasy i przygotujcie się na ostre wirowanie!

Dobra, a teraz na poważnie: niniejszy art, to zbieranina fajnych numerów akustycznych w formie popularnego TOP TEN. Oczywiście, sprawa jest całkowicie subiektywna – komisja w składzie Mateusz Przybylski podjęła jednogłośną decyzję, co jest fajne, a co nie. Dlatego możecie się ze mną kłócić w komentarzach – po to są one – zgłaszać pretensje, reklamacje i swoje propozycje „Naj-akustyczniejszych numerów”. Numerki na liście przypisałem całkowicie losowo. Bo tak. Jedyne kryterium jakie przyjąłem – kawałek musi być autorski, aby mógł znaleźć się na liście. Żadne covery, interpretacje i inne tego rodzaju duperele nie wchodzą w grę.

Takowoż, rozpoczynajmy!

#10. Ewan Dobson – The Legend of the Brown Goat

Kto zna, ten wie, że Ewan to człowiek-gra-video. Robi z gitarą totalnie pojechane rzeczy i w zasadzie za nic ma sobie konwenanse. Tu akurat czci szatana w Legendzie o Brązowym Koziołku. Co by nie mówić, uwielbiam twórczość tego Pana. Wystarczy posłuchać tych skocznych melodii okraszonych nienachalnym slapem, żeby totalnie się zakochać i uczynić z jego twórczości nową religię. Heil Ewan!

#9. Antoine Dufour – These Moments

Ten oto zawodnik reprezentuje nieco bardziej klasyczną, fingerstajlową szkołę jazdy – wszystko jest zagrane czyściutko, wesołym percussive-fingerpickingiem (oczywiście, że vegan). Co ciekawe, jego numery nie nudzą, a zwyczajnie relaksują – miło posłuchać po ciężkim dniu w robocie.

#8. Tobias Rauscher – Still Awake

Tu dla odmiany mamy sąsiada zza naszej bliskiej zachodniej granicy, który funduje nam jeszcze więcej perkusyjnej palcówki (Tak, to będzie nudne TOP TEN.) Co by nie pisać, Tobias robi kawał dobrej, solidnej i przyjemnej muzy, której warto posłuchać w wolnym czasie. Ot, taka wesoła, akustyczna dyskoteka.

#7. Estas Tonne – The Song of the Golden Dragon

W zasadzie to nie przepadam za jego graniem. Ale nie mogę odmówić mu kunsztu i niebywałego pietyzmu w jego kompozycjach. Doceńmy więc artystę oraz niesamowite muzyczne ornamenty, którymi bombarduje słuchacza od pierwszych sekund aż po sam koniec tego utworu.

#6. Calum Graham – The Nomad

Tego Pana z kolei nie sposób nie docenić za niesamowity dynamizm wszystkiego co wychodzi spod jego palców. Jego numery mają swój wyraźny, autorski i rozpoznawalny na pierwszy rzut ucha sznyt. Ponapawajmy się więc, bo i jest czym.

#5. Jon Gomm – Passionflower

Że co, że niby mało akustycznie bo korzysta z całej gamy efektów modulujących? No i co? Żeby nie było, wielu numerów tego artysty po prostu nie trawię, ale akurat Passionflower mnie zabiło – nowatorskie podejście do gry, świetna kompozycja, genialne wykorzystanie efektów i technik perkusyjnych. Do tego fantastyczny, nienachalny wokal. Kurde, można by to puszczać w Radio Maryja i nikt by nie miał pretensji.

#4. John Butler – OCEAN

Fantastyczny, nostalgiczny numer, który zawsze powoduje, że mam ochotę schować się pod kocem z kubkiem herbaty. (Tak, wszyscy wiemy, że nie pod kocem, a w rowie i nie z kubkiem herbaty, tylko z tanim winem, ale cicho-sza!) Albo przynajmniej kogoś przytulić. John znany jest z kompozycji na gitarę 12-sto strunową, ale ten akurat numer zderzył mnie z jego twórczością, więc jest dla mnie mocno szczególny. Tym bardziej, że cechuje się epickim czasem trwania i bardzo spójną kompozycją.

#3. Don Ross – Berkley Springs

Przez tego Pana zacząłem się interesować akustycznymi gitarami barytonowymi. Wiadomo, duży facet to i gitarę musi mieć dużą. Don prezentuje niemal klasyczny, hamerykański fingerstajl. No prawie chce się zakrzyknąć „Sweet home, Alabama!”, ale mimo wszystko, cenię sobie jego spokojne i przyjemne kompozycje oraz dopracowany warsztat.

#2. Andy McKee – Rylynn

No co jak co, tego jegomościa znają chyba wszyscy – Chrystus Łysiejący akustycznego, perkusyjnego fingerstajlu. Tu akurat w przepięknym utworze „Rylynn”, napisanym ku czci i wiecznej pamięci przyjaciółki autora. To przez Andy’ego oraz ten numer zainteresowałem się w ogóle fingerstajlową szkołą gry. Oraz całkowicie straciłem chęć do życia, gdy okazało się, że takie granie nie jest wcale łatwe. Tak czy inaczej – ja grać nadal nie umiem, Andy nadal święci tryumfy i komponuje świetne numery, a ten art zbliża się nieuchronnie ku końcowi.

Zanim jednak przejdziemy do miejsca numer jeden, przedstawię kilku kandydatów poza konkursem. Kolejność przypadkowa.

Luca Stricagnolli – Braveheart

Tytułowy motyw z filmu znanego w naszym kraju pod tytułem „Baveheart – Waleczne Serce (Thank you, Captain Obvious mix)”. Po prostu uwielbiam numery zaaranżowane na człowieka orkiestrę i jego instrument. Tak, poprzednie zdanie miało wyglądać dokładnie tak jak zostało zapisane.

Mike Dawes – Scarlet

Ten numer, znanego skądinąd, Periphery, w akustycznym wykonaniu nabiera zupełnie nowego wymiaru. W końcu można oblewać się keczupem i musztardą w spokojnym, zrelaksowanym tempie. Fajny pomysł, świetne wykonanie – czasami wolę tę wersję od oryginału.

Igor Presnyakov – Fear of the Dark

Klasyka Heavy Metalu w aranżacji na gitarę klasyczną – czego tu można nie lubić? No może poza tym, że Igor nie jest fajową blondyną. Umiejętności i pomysłowości mu to jednak nie ujmuje. Ogólnie polecam jego covery.

I tym oto sposobem, zbliżamy się do miejsca pierwszego na niniejszym TOP TEN.

A znajdziemy na nim…

Już za chwilę…

#1. <tu wstaw swój ulubiony tytuł/autora>

No i zrobiłem Was w lewo. Tak na prawdę, numerów akustycznych jest taka masa, a większość jest komponowana i odgrywana z takim sercem i pasją, że cała ta powyższa lista nie ma najmniejszego sensu. Wszystkie numery, które Wam opisałem doceniam, a także szanuję ich autorów, mimo że nie zawsze trafiają w mój gust. Sami więc sobie wybierzcie swojego ulubionego graja albo numer – takie rzeczy tylko na ciszateżgra.pl!

Tak czy inaczej, mam nadzieję, że te wypociny choć trochę zachęciły was do posłuchania czegoś nowego albo chociaż przypomniały Wam o jakimś dawno zapomnianym numerze albo grajku.

No i skoro zostawiłem Wam blanka na szczycie listy, to liczę na to, że rozpętacie prawdziwy sztorm w komentarzach do tego artykułu. Pochwalcie się swoimi typami, pokażcie swoich ulubionych artystów! Tylko ustawek nie róbcie, bo nie biorę za nie odpowiedzialności.

Szalom!


 playlista: http://bit.ly/1V80dPZ

O autorze

Człowiek-metalkor i Naczelny Propagator Grania Krzywo. A dej Pan spokój...