Od pewnego czasu chciałem poprawić co nieco w swoim już 20-letnim (!) Fenderze. Zakupiłem go jakoś 2 lata temu na znanym serwisie aukcyjnym za śmieszne pieniądze, co było trochę fartem. Gitara przyjechała do mnie w stanie dobrym – zdecydowanie był to trafiony zakup, jedynie co wymagało poprawy to progi, które w niektórych miejscach – szczególnie przy bendach – dawały o sobie znać. No cóż, gitara która była pełnoletnia (mniam!), mogła mieć jakieś ubytki, ale czego się nie robi dla Fenderów… szczególnie tych z USA!


Jak na osobę znającą trochę tematy gitarowe, opinie oraz nazwiska wszędobylskich lutników zdecydowałem się na mniej znany warsztat w okolicy, mianowicie OldSkull Guitars z Malczyc (woj.dolnośląskie). Dlaczego tak, skoro w moim cudownym Wrocławiu znajduje się tylu znanych specjalistów? Ano dlatego, że Przemek (OSG) nie tylko serwisuje gitary (bo to to i ja mogę), ale również buduje od zera wiosła, które potrafią zakręcić starymi wyjadaczami w branży (Tak, tak Dale – to o Tobie). No i jeszcze jedno… W stosunku do znanego nazwiska nasz budżet nie ucierpi tak mocno, dlatego czym prędzej wykonałem telefon i umówiłem się na oddanie sprzętu we Wrocławiu. Przemek był na tyle miły, że zaproponował mi podrzucenie gitary do jego miejsca pracy, zamiast przebijania się przez korki i tracenie kolejnej kasy na cenną bezołowiową – ceni się!

Całość zabiegów trwała około 4 dni, bo akurat nie potrzebowałem gitary na granie GIGu na Rock Am Ring, więc na spokojnie poczekałem na swoje maleństwo. I jak wyszło? G-E-N-I-A-L-N-I-E!

Sprzęt stroi, menzura idealnie ustawiona, struny siedzą niziutko. Jak nówka! Chociaż szczerze to nowe są gorzej setupowane. Poniżej parę fotek z całego procesu, a dla Pana Lutnika jeszcze raz niski ukłon – dzięki!


O autorze

Człowiek tysiąca pomysłów i zainteresowań. Codziennie staram się robić to co lubię, czyli praktycznie wszystko! Z gitarą wiąże same pozytywne wspomnienia, a jest ich prawie 10 lat.