Moda na ERG [Extended Range Guitars] trwa w najlepsze. Gitary siedmiostrunowe nie są już postrzegane jako dziwactwo, tylko standard w muzyce metalowej. Ósemki nie mają jeszcze takiego statusu, a Schecter i Ibanez wprowadzają już na rynek instrumenty dziewięciostrunowe…
Dzisiejszy wpis chciałem poświęcić decyzji o przeskoczeniu na więcej strun, skąd się ona bierze, czy na pewno jest to nam potrzebne i tak dalej.
Pierwszą zasadniczą myślą o przejściu na se7enstringa jest możliwość zestrojenia się „nisko”. Wspominałem już o tym kilka razy – jest to podejście błędne. Standardowa gitara siedmiostrunowa o skali 25,5 ma takie same techniczne możliwości do obniżenia stroju jak szóstka. To skala wpływa na naciąg i odpowiednią regulację, nie ilość strun. Jeżeli więc chcesz stroić się nisko niczym Sunn O))) i przy tym zakładać normalne struny i nie mieć flaków – pomyśl o gitarze barytonowej, niekoniecznie siedmiostrunowej:
Etap szóstki barytonowej już za mną. Dlaczego z niej zrezygnowałem? Moda. Nie ma co ukrywać, nacisk popkultury gitarowej jest ogromny, nawet jeżeli do końca nie jesteśmy w stanie ogarnąć sześciu strun (bo ilu jest takich co potrafią?), to siódemka czy ósemka cały czas gdzieś tam się przewija, czy to na youtube, czy na fanpage’ach, czy na targach. Pierwszą zabawką, z która miałem styczność dłużej niż godzinę był Agile:
Gitara prosta, bez niespodzianek, niestety z bardzo grubym gryfem, który wtedy wydał mi się olbrzymi. Gitara ma też inną „wadę”. Główka w rewersie ma swój urok, niestety ostatnia struna za siodełkiem lubi dzwonić. Odległość między siodełkiem, a kluczem jest duża i odcinek ten wpada w wibrację. Niezbędny przy nagrywaniu staje się fretwrap, czy po prostu zwykła frotka do włosów.
Podobnie sprawa się ma przy konstrukcjach z TOM STB, nie we wszystkich, ale np Schecter Blackjack SLS C7 również lubił podzwonić, tym razem za mostkiem:
Nieprzyjemne brzęczenie usuwa się podobnie jak w przypadku frotki, tyle że gąbeczkę musimy wsunąć tuż za mostkiem.
Dość już tego biadolenia, jak wybrać ta siódemkę dla siebie? Najważniejszą decyzją jest oczywiście strojenie. Moje zdanie jest takie, że poniżej „B” przydaje się skala barytonowa. Nie jest to uwarunkowane żadnym naukowym wyjaśnieniem, tylko zwykłym doświadczeniem i obcowaniem z instrumentami o różnych skalach.
Najczęściej spotykane skale barytonowe to 26,5′, 27′ i 28′ – ta ostatnia już raczej w instrumentach ośmiostrunowych.
Moim pierwszym pełnoprawnym ERG był Mayones Regius. W międzyczasie pojawił się na chwile Schecter Blackjack i… Pełne zaskoczenie, gdyż Schecter był lżejszy, mniejszy, miał węższy gryf, archtop i gra na nim wydawała mi się zdecydowanie bardziej komfortowa, mimo niezaprzeczalnych zalet Regiusa. Wynikało to z tego, że Regiusa kupiłem całkowicie w ciemno, z racji jego zajebistości. Nigdy tej decyzji nie żałowałem, bo miałem okazję zmierzyć się z tym wiosłem, poznać jego siłę, ale teraz już wiem, że nie jest ono dla mnie.
W międzyczasie nabrałem doświadczenia, ogrywałem kolejne siódemki, szukałem, szukałem i szukałem, byłem właściwie zdecydowany na Ibaneza RGD2127z (bleh, FR) i znowu zaryzykowałem. Tym razem sprawdziłem dokładnie wszelkie parametry gitary, od szerokości gryfu, przez jego grubość, Tune-o-Matic czy drewno podstrunnicy. I udało się. Dostałem gitarę, która mnie zniszczyła.
Setius GTM7 to najlepsza siódemka na jakiej grałem. Przede wszystkim za wygodę i rozmiary gryfu, które w porównaniu do innych instrumentów siedmiostrunowych są lilipucie, co pozwala na bardzo wysoki komfort grania. W standardowej specyfikacji mamy niestety palisander na gryfie, który wraz z mahoniem nie do końca nadaje się do szybkiego, niskiego grania, stąd zmieniłem go w mojej specyfikacji na heban i… To było to. Nawet nie wspomnę o przedoskonałym fretworku, który pozwalał na właściwie położenie strun na progach.
W międzyczasie przekonałem się do niskoprofilowych mostów stałych, a w szczególności Hipshotów oraz ścięć pod przedramię, które teraz z lubością użytkuję w Banshee 7. Żeby uzupełnić swoją pulę doświadczeń chciałbym dorwać w swoje łapy MM JP7, ESP Horizon NT-7 i jakiegoś Suhra.
A co tak naprawdę daje nam przeskok na siódemkę?
Uniwersalność
Oprócz tego, że mamy maszynkę do kręcenia niskich soundów, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby odegrać cały Kill’em All Metaliki, a następnie wrócić do normalności i poćwiczyć arpeggia Tosina Abasi.
Natchnienie
Nawet jeżeli nie ogarnąłeś swojej szóstki do końca, a nie masz już natchnienia, mocy i siły do ćwiczenia, komponowania i walki, może instrument innego typu natchnie Cię do pracy nad sobą?
Wyzwanie
Nie ma co ukrywać, na siódemce gra się trudniej. Trzeba poświęcać dużo uwagi na wytłumianie czy odstrojenia niskich dźwięków. Ale czy właśnie nie na tym polega gra na gitarze? Jak to mówią japończycy – KAIZEN – ciągłe doskonalenie.
Na koniec… SZPAN
Co zrobi Twój najlepszy kumpel gitarzysta, gdy zobaczy Cię z siódemką? Też sobie kupi!
Podsumowując, na co zwrócić uwagę decydując się na siódemkę?
1. Skala
2. Wymiary gryfu
3, Przydźwięki (główka w rewersie, TOM STB)
4. Dobór drewna i przetworników (ważne przy niskich strojach, wpływ na selektywność)
5. Rodzaj korpusu – archtop, flattop, radiusowany, ścięcie pod przedramię
I chyba tyle! Mam nadzieję, że o niczym nie zapomniałem!

O autorze

Uzależniony od coli bez cukru fanboy siódemek barytonowych i Batmana.