Merhaba. Styczność z tego rodzaju mostami miał w którymś momencie życia pewnie każdy gitarzysta. (Mama! Pacz! Bede wanhejlen! I to bez trzymanki!) Czy jednak ktokolwiek z Was zastanawiał się kiedyś jaka jest geneza tych zacnych urządzeń i co spowodowało, że pojawiły się na rynku dokonując przy okazji małej rewolucji? Oczywiście, że nie. Myślicie tylko o sobie.


Historia powstania

No ale zacznijmy od początku. Ktoś te mostki musiał kiedyś wymyślić i zaprojektować, samorodne w końcu nie są. Za powstanie projektu oraz pierwszych egzemplarzy produkcyjnych, odpowiedzialny jest jegomość o znajomo brzmiącym imieniu i nazwisku – Floyd D. Rose.

Osobnik ten – muzyk i inżynier (bądź jak twierdzą niektóre źródła – jubiler, ale jedno drugiego nie wyklucza), zdenerwował się na projekt mostka vibrato wdrożony przez Fendera, bo mu gitara strój puszczała przy każdym wahnięciu, więc postanowił coś w tej kwestii zmienić. (I to jest podejście, które szanuję. Co Ty ostatnio zrobiłeś, aby uczynić życie lepszym?). W roku 1976 usiadł więc do deski kreślarskiej, co już w roku 1977 zaowocowało powstaniem pierwszego, działającego mostka tego typu.

Należy tutaj też nadmienić, że Pan Rose sam w sobie był też muzykiem i na początku lat 80. udzielał się w zespole o wdzięcznej i bliskiej memu sercu nazwie C.O.R.E., a później w kapelach Q5 oraz TKO. Możemy więc zakładać, że dobrze znał potrzeby rzemieślników z tej dziedziny.

Ale co konkretnie zdenerwowało Pana Rose w designie zaproponowanym przez Fendera? Głównie to, że most do poprawnego działania wymagał na prawdę solidnych kluczy i bardzo precyzyjnego wykonania siodełka. Inaczej struna zacinała się przy każdej zmianie pozycji mostka, przez co układ nie chciał wracać do równowagi i rozstrajał pieczołowicie nastrojony instrument. Floyd wyszedł więc z założenia, że te dwa elementy należy wyłączyć z równania i zastąpić je czymś innym. Mniej więcej w ten sposób powstała znana dziś blokada strun. No tak, skoro przesuwanie się struny w siodełku powoduje problemy, to zróbmy tak, żeby struna się nie przesuwała – logiczne. Zauważcie, że dzisiejsze gitary z flojdami – nawet te nieco droższe – potrafią mieć kompletnie gówniane klucze, ponieważ służą one tylko do wstępnego naciągnięcia i dostrojenia struny. A skoro już przy tym jesteśmy, zablokowanie strun na siodełku skutecznie wyłączyło możliwość „normalnego” strojenia gitary… i przez jakiś czas nie było na to rozwiązania innego niż odkręcenie szyjkowej blokady i nastrojenie gitary kluczami.

Należy tutaj nadmienić, że pierwsze mosty tego typu były wykonywane ręcznie przez ich wynalazcę, a w pierwszej wersji, dobrze znany dziś „grzebień”, który zastąpił siodełko był wykonany z mosiądzu. Rozwiązanie to trafiło prawdopodobnie tylko do pierwszego prototypu, który był użytkowany prze Floyd Rose’a. Metal ten okazał się zbyt miękki, co prowadziło do szybkiego zużycia blokady. W kolejnych wersjach został więc zastąpiony hartowaną stalą, z której zresztą do dziś wykonywany jest cały system. No przynajmniej w swojej podstawowej wersji.

Jednym z pierwszych gitarzystów, któremu spodobała się ta konstrukcja, był nie kto inny jak sam Eddie Van Halen. Korzystał on jeszcze z pierwszych, ręcznie wykonywanych i nie opatentowanych Floydów. Zresztą, nie tylko on, bo pośród innych „wczesnych” użytkowników możemy znaleźć osobników takich jak Neal Schon, Brad Gills czy mało znany dziś artysta – Steve Vai (ostatnio sprzedawał chyba jakieś naklejki na podstrunnice czy coś).

Szybka popularyzacja wśród muzyków doprowadziła w roku 1979 do przyznania patentu na cały system, co z kolei spowodowało, że sprawy zaczęły toczyć się coraz szybciej. Praktycznie zaraz po nadaniu patentu, Floyd Rose podpisał umowę na wyłączność z firmą Kramer, dzięki czemu mosty zaczęły powstawać seryjnie, co ich konstruktor musiał przyjąć z niemałą ulgą, ponieważ popyt spowodował, że dostał on już odcisków od pilnika oraz garba od pochylania się nad imadełkiem. Gitary marki Kramer zaopatrzone w system Floyd Rose stały się tak dziko popularne, że firma całkowicie zarzuciła poprzednie rozwiązanie, jakim były mosty Rockinger (Kramer należy obecnie do Gibsona i jest już tylko cieniem swoich dni chwały, jakby ktoś pytał). Przestawienie produkcji z ręcznej na seryjną przyniosło zresztą kolejne ważne usprawnienie całej konstrukcji, jaką było dodanie znanych dziś mikrostroików na moście, co wreszcie rozwiązało problem otwierania i zamykania szyjkowej blokady. Kramer oraz Floyd Rose zawarli też w tamtym czasie porozumienia licencyjne z kilkoma innymi firmami, dzięki czemu powstało kilka wariacji na temat oryginalnego projektu.

Kolejnym produktem ubocznym popularności mostków była chęć ich kopiowania przez innych producentów. Najbardziej dotknęło to chyba niejakiego Gary’ego Kahlera, który stracił w ten sposób ponad 100 milionów dolarów amerykańskich na rzecz Floyda.

Nic jednak nie trwa wiecznie. Umowa z Kramerem wygasła w roku 1991, co sprawiło, że historia zatoczyła niewielkie kółeczko. Prawa do dystrybucji na wyłączność zyskał jeszcze w tym samym roku Fender – ten sam, którego oryginalne rozwiązania w kategorii mostów ruchomych wpieniły Pana Floyda i doprowadziły do małej rewolucji. Zawarciu tej umowy zawdzięczamy powstanie gitar takich jak Richie Sambora Signature Strat w roku 1991, Floyd Rose Classic Stratocaster  w 1992 oraz Set-Neck Floyd Rose Strat w 1993. Produkcja samych gitar nie była tu zresztą jedynym owocem kooperacji, ponieważ jeszcze w roku 1991 Pan Rose ponownie usiadł do deski kreślarskiej i usprawnił oryginalne wibrato Fendera i zrobił z niego Fender Deluxe Locking Tremolo, które w tym samym roku zadebiutowało w modelach Strat Plus Deluxe, USA Contemporary Stratocaster oraz Strat Ultra. Fender stosował też mosty Original Floyd Rose w niektórych modelach z serii American Deluxe oraz Showmaster aż do roku 2007.

W roku 2005 prawa do dystrybucji mostów FR wróciły do ich konstruktora, a on sam zaczął sprzedawać licencje na swoje opatentowane rozwiązania. Jak tak się przyjrzeć, to most za bardzo się przez te wszystkie lata nie zmienił, co tylko świadczy o tym, że pierwotny design był dość dobrze przemyślany.


1 2 3 4

O autorze

Człowiek-metalkor i Naczelny Propagator Grania Krzywo. A dej Pan spokój...