Zastój zdarza się każdemu, nawet najlepszym, Nie wchodząc tu w tematy weny i tworzenia, ale po prostu nie chce się grać i tyle. Taka sytuacja przydarza mi się średnio co trzy miesiące, nie gram wtedy przez tydzień, czasem dwa. Jest to jednak błąd, nasze łapki odzwyczajają się od grania, tracimy ciągłość i wszystko staje się nijakie. Jak z tym walczyć?

Niestety do powrotu do codziennego grania musimy się zmusić. Najprostszy sposób:

1. Ćwiczenia automatyczne
Siadamy przed TV, odpalamy swój ulubiony serial i lecimy na sucho przez 45 minut Supernatural/Homeland/The Flash/Arrow/Utopia/(…) drabinki. sweepy, riffy, wszystko co nam wpadnie do głowy. Nie wyćwiczmy tym super ultra techniki, ale podświadomie uruchamiamy wszystkie elementy naszego mózgu, które służą do grania.
Sposób trudniejszy, bo wymagający dłuższego posiedzenia:
2. Nagrywanie jednego riffu dziennie
Oprócz tego, że wspomaga nas i motywuje, to w dużej mierze wpływa na powrót weny, co również jest zapewne częstą przypadłością, nie tylko moją. Siadamy do komputera, odpalamy metronom w DAW i ciśniemy kilka soczystych dźwięków. Dogrywamy drugą gitarę, tło/solówkę, kleimy bębny i tak codziennie. A nuż widelec powstanie z tego dobry numer?
I najgorsza z możliwych opcji…
3. Oczekiwanie na powrót chęci do gry
Można spróbować przeczekać, po dwóch tygodniach, po próbie, czy po koncercie na pewno chęć do grania wróci, ale czy warto czekać tak długo? Na to pytanie musicie odpowiedzieć sobie sami.

O autorze

Uzależniony od coli bez cukru fanboy siódemek barytonowych i Batmana.