Mimo lubińskich początków muzycznych zdecydowanie czuję się bardziej jako wychowanek sceny wrocławskiej. Siedzę w niej od 2006 roku i w sumie tam stawiałem swoje pierwsze kroki, prawdziwe koncerty, próby, nagrywki i tak dalej.

Na swojej drodze spotkałem trochę kapel, jedną z nich jest już chyba jedna z najlepszych na dzisiejszej polskiej scenie metalowej – The Sixpounder! Poznaliśmy się daaaawwnoooo temu, mieliśmy obok siebie sale prób, później wspólne koncerty, sala prób i tak dalej. A dzisiaj chciałem „zwywiadzić” jednego z gitarzystów tego wrocławskiego bandu.

CTG: Siemanko Paul! Powitać Cię pragnę serdecznie w imieniu czytelników bloga ciszatezgra.blogspot.com! Wszyscy szanujący się fani muzyki rockowej i metalowej w Polsce wiedzą, że w maju wydaliście drugą płytę, prawie udało Wam się wygrać MBTM, graliście na Wacken i tak mógłbym wymieniać, ale mam nadzieję, że nie będziesz miał mi za złe, że będę pytał o co innego?
P: Jasne! Pytaj! 
CTG: Nie wszyscy z kolei wiedzą, że jesteście maniakami sprzętu gitarowego! Ostatnimi gitarami, które u Ciebie pamiętam był Gibson Explorer i customowa siódemka od Lootnicka. Co było później?
P: Okres poszukiwań sprzętowych już dawno minął. Rzeczywiście był czas, kiedy chcieliśmy jak najlepiej skonfigurować nasze koncertowe zestawy pod względem funkcjonalności oraz brzmienia. Przerzuciliśmy sporo sprzętu. Jeśli chodzi o wspomniane gitary, to wciąż gram na Explorerze, którego nie zamierzam się nigdy pozbywać. Z 7mką od Lootnicka pożegnałem się rok temu, by przeskoczyć na ESP LTD Carpenter Telecaster SCT-607B, dzięki endorsementowi od ESP, który otrzymaliśmy. 
CTG: A na czym grasz teraz?
P: Cały czas naszymi koncertowymi gitarami są 6 i 7 strunowe. Z 6stek, moją główną gitarą pozostaje Gibson Explorer oraz kopia Les Paula wykonana przez MARTCH, którą stuningował mi Paweł Kamecki. Fantastycznie się prezentuje i jeszcze lepiej gra. Jeśli chodzi o 7mki to kilka tygodni temu odebrałem kolejną lutniczą kopię telecastera wystruganą przez wspomnianego wcześniej Pawła Kameckiego. Fantastyczna gitara. W 100% spełnia moje oczekiwania, których nie mogą sprostać fabryczne gitary 7 strunowe. Gitara jest wykonana z bardzo lekkiej odmiany mahoniu, hebanowa podstrunnica, mosiężne siodełko. To zestawienie jest bajeczne. Gitara mrucz, furczy, growluje. Coś pięknego. A jeśli chodzi o wykonanie, to nie widziałem nigdy perfekcyjnej i czyściej wykonanego instrumentu. Dbałość o każdy szczegół w 100%! 
CTG: Pamiętam też poszukiwania przetworników, EMG, Duncany, później znowu EMG, a teraz pojawił się chyba endorsment pewnej znanej firmy na „B”?
P: Tak, byliśmy oddanymi fanami aktywnych pickupów, zamiennie EMG i Blackouts, aż do momentu kiedy spróbowałem pickupów Bare Knuckles i absolutnie oszalałem na ich punkcie! Przyznaję bez bicia, że mieliśmy klapki na oczach i nie szukaliśmy innych rozwiązań, a tu takie zaskoczenie. Nasze brzmienie zmieniło się diametralnie i dostało zastrzyk życia. Zrobiliśmy sporo testów między wieloma modelami pickupów. Bare Knuckle biją na głowę wszystko. Dzięki endorsement’owi mieliśmy okazję dopasować konkretne modele do naszych gitar. Obecnie są to modele Painkiller, Warpig Alnico i Juggernaut! Polecam każdemu! 
CTG: Wiemy już jak wyglądają Twoje instrumenty strunowe, co z nagłośnieniem? Dopadła Was w końcu rewolucja cyfrowa, czy dalej klasycznie head + full stack + podłoga?
P: Tutaj też była prawdziwa rewolucja! 6 lat grałem na kochanej Mesa Boogie Dual Rectifier, która miała kilka modów. Ten wzmacniacz w połączeniu z Maxonem OD808 brzmi jak milion dolarów! Jednak postanowiliśmy spróbować Kemperów. I zakochaliśmy się na nowo! To niewiarygodne. Byliśmy bardzo sceptycznie nastawieni do tego rozwiązania i podchodziliśmy do tego tematu przez prawie 4 miesiące. Aż w końcu udało nam się stworzyć fantastyczne profile i już przy tym pozostajemy. Nasze racki koncertowe odchudziły się o jakieś 70kg i komfort, który teraz mamy jest genialny. Na scenie mamy tylko sterowniki, obok Kempery z systemami bezprzewodowymi oraz mamy swoje monitory sceniczne, z których leci tylko sound guitar. Wygoda kosmiczna. 
CTG: Dlaczego przeskoczyliście na sprzęt cyfrowy?
P: Z kilku powodów. Pierwszy to ciężar sprzętu, nasze rackheady były potworami. Drugim powodem to ogromna paleta brzmień i rozwiązań. Oczywiście mamy swoje główne brzmienia na scenie, ale możliwości są naprawdę imponujące. No i ostatnim powodem jest fenomenalna powtarzalność brzmienia na każdym koncercie. Nie przejmujemy się tym, że ktoś przez przypadek przesunie mikrofon od paczki i sound na frontach ulegnie pogorszeniu. Tutaj zawsze jest identycznie. 
CTG: Trochę zmienię temat. Wozicie się po Polsce i nie tylko, już dobre sześć lat, koncertując, grając i śpiewając. Jak oceniasz warunki panujące na polskich scenach? Polepsza się coś, czy cały czas pan Miecio ze Zwisa Dolnego kręci brzmienie? Jak to wygląda w porównaniu do scen na zachodzie?
P: Jest bardzo różnie. Zachodni sąsiedzi są jednak lepiej rozwinięci w tym temacie, ale u nas jest ciągle lepiej. Spotykamy się bardzo często ze świetnym nagłośnienie i ludźmi, którzy je obsługują. Czasem rzeczywiście znajdzie się „artysta”, który zniszczy wszystko. Ale na szczęście jest coraz mnie takich osób. 
CTG: Mam nadzieję, że zaspokoiłem ciekawość czytelników bloga. Dziękuję Ci bardzo za poświęcony czas i życzę dalszych sukcesów, zarówno gitarowych jak i muzycznych!

P: Bardzo dziękuję za rozmowę!

O autorze

Uzależniony od coli bez cukru fanboy siódemek barytonowych i Batmana.