Autor: Mateusz Przybylski

Człowiek-metalkor i Naczelny Propagator Grania Krzywo. A dej Pan spokój...

Merhaba. Styczność z tego rodzaju mostami miał w którymś momencie życia pewnie każdy gitarzysta. (Mama! Pacz! Bede wanhejlen! I to bez trzymanki!) Czy jednak ktokolwiek z Was zastanawiał się kiedyś jaka jest geneza tych zacnych urządzeń i co spowodowało, że pojawiły się na rynku dokonując przy okazji małej rewolucji? Oczywiście, że nie. Myślicie tylko o sobie. Historia powstania No ale zacznijmy od początku. Ktoś te mostki musiał kiedyś wymyślić i zaprojektować, samorodne w końcu nie są. Za powstanie projektu oraz pierwszych egzemplarzy produkcyjnych, odpowiedzialny jest jegomość o znajomo brzmiącym imieniu i nazwisku – Floyd D. Rose. Osobnik ten – muzyk…

1 2 3 4

Ale tak serio, to aż nie wiem co mam napisać w tym niusie. Puenta dowcipu jest taka, że Steve Vai wypuścił swoją serię naklejek ochronnych na gryf, żeby się podstrunnica nie paćkała, tudzież nie rysowała. Jak ostatnio sprawdzałem w kalendarzu, to wyszło że 1 kwietnia jest dopiero w przyszłym miesiącu… Removable Graphic Fingerboard Protectors, bo tak się to cudo nazywa, dostępne jest dla gitar sześciostrunowych – akustycznych oraz elektrycznych. W zamyśle mają pasować do instrumentów o skalach w przedziale 24″ – 25.625″ (łaaaał…) i siodełku nie węższym niż 39 mm. (Zawsze zastanawiało mnie, czemu skale podaje się w calach, a…

W każdej gitarze można sobie wymienić to i owo. Wiadomo – pikapy, mostek, klucze. Jak ktoś jest zatwardziałym fanem Fendera/Warmotha (Fuj!), to może sobie wymienić korpus i gryf… Tja. A co by było, gdyby tak w posiadanym instrumencie można było wymienić… Wszystko naraz? Takie pytanie musieli sobie zadać któregoś ranka twórcy niedużej manufaktury o nazwie Somnium Guitars. Właśnie to sobie wyobrażam – „Ej, stary – a chodź zrobimy gitary w których będzie można wymienić wszystko! [hits the bong]. To będzie takie jak Yamaha Silent, tylko inne, ale jednak podobne.” I jak widać na załączonych obrazkach – jak pomyśleli, tak zrobili.…

Dzisiaj będzie dość krótko, bo i w sumie niewiele było nowości godnych uwagi. Tak więc bez zbędnej zwłoki – zaczynamy. Kojarzycie taką australijską djentową kapelę, Twelve Foot Ninja? Jeżeli nie kojarzycie, to powinniście się wstydzić i czym prędzej to nadrobić. A jak już nadrobicie, to możecie sobie spojrzeć na na nowego Variaxa wyprodukowanego przez kombinat L6/Yamaha. Nowe urządzenie nazywa się Shuriken, wygląda dość paskudnie, jest 27 calowym barytonem, a poza tym – najzwyklejszym Variaxem. Do Polski pewnie nie trafi, bo to wersja limitowana. Kolejnym gratem. którego dostępność w naszym kraju stoi pod znakiem zapytania jest Seymour Duncan Andromeda Dynamic Delay…

Dobry! Wracamy pomału do pierwotnego cyklu wydawniczego, ponieważ tak sobie właśnie wymarzyłem. Przed Wami kolejny, (prawie)cotygodniowy przegląd nowości na tymże portalu! Niestety, w tym tygodniu zabrakło nowinek od Ibaneza oraz PRS-a, trzeba więc znaleźć jakichś innych chłopców do bicia. No to może BOSS? Dawno im się nie oberwało, ale tak po prawdzie nie popisali się też tym razem jakąś wyjątkową głupotą. Ot, wypuścili jubileuszowego DS-1 na 40 lecie istnienia firmy. Nie ma co – jak świętować to z hukiem. Nieco głośniej będzie za to u ENGL-a, który to zapowiedział swój nowy wynalazek – E766 Inferno. Przysięgam, że jakby czytać niusy…

Jakoś tak wyszło, że nie było ostatnio TL;DR. Wynikło to trochę ze świątecznej i poświątecznej posuchy, a trochę z mojego lenistwa. Ale teraz, kiedy zimowe NAMM nie tyle wiszą w powietrzu, co w zasadzie pierdyknęły o glebę z pełną mocą, mamy czym zapchać niniejszy kącik. Zapraszam! Mamy trochę do nadgonienia od początku stycznia, a działo się niemało. Postaram się więc skupić na najważniejszych wydarzeniach. Coraz więcej polskich producentów zaczyna podążać za światowymi (i wcale nie nowymi) trendami – takowoż doczekaliśmy się headlessa od Mensingera, a także prototypowego bezgłówkowca od Mayo. A skoro już o trendach mowa, nie można zapominać o…

Że co?! Od tego momentu przestałem już ogarniać co tutaj się dzieje. Rok temu na headlessy porwał się RAN. A teraz, gdy nius o słoiku Mayonesu bez zakrętki nie zdążył jeszcze ostygnąć, gruchnęła wiadomość o kolejnym polskim wypuście w duchu Steinbergera. Albo Kiesela. Albo innego *strandberga. Nie przedłużając – gitarka nazywa się Mjl… Mloj… Nooo, tak je ten taki młotek tego blondasa z The Avengers. Nie przedłużając, wygląda tak: Jeżuśnarnia… Jak normalnie jestem fanem takich rozwiązań i lubię gitary bez główek do tego stopnia, że dostałem opieprz w redakcji za to, że nius z Mayo był za bardzo stronniczy (albo…

Zdrastwujcie. Zauważyliście ostatnio powracającą modę na retro? Rozpikselowane gry na komputer, reedycje starych konsol, gitary bez główek… Idąc za tym trendem, nasz rodzimy producent, firma Mayones, pochwalił się na własnej stronie internetowej prototypem swojego najnowszego dziecka. Hydra Elite – bo takie wdzięczne miano ten instrument zyskał – wygląda dziwnie znajomo. Podobnie do jednego z produktów takiej amerykańskiej firmy na „K”. Albo do starożytnych instrumentów produkowanych przez Steinbergera… Ale odkładając na moment dziwne insynuacje, parę konkretów. Model Hydra ma być dostępny w dwóch wersjach – 6 i 7 strunowej, obie wersje będą wyskalowane w typowym dla Mayonesa 25,4″. Ponadto, mają mieć…

Siema. Zostałem oderwany od domowych obowiązków (namely, od grania w gre), aby napisać tego niusa. Co to oznacza? Ano, skoro już wołają mnie na pomoc do niusa o zwykłych wzmacniaczach, to musi to oznaczać, że te takie zwykłe jednak nie są. Co zacz? Już opowiadam. Kojarzycie amerykańską fregatę USS Constitution? Tę samą, która zyskała sobie przydomek „The Old Ironsides”? Nie? Spoko, ja też nie. Pewnie dlatego, że zbudowali ją pod koniec XVIII wieku, a historia marynarki wojennej jakoś nigdy mnie nie interesowała. O co więc hałas? Ano o to, że Fenderowi ktoś pozwolił wyrzezać z niej kawał drewna tylko po…

I robi się coraz bardziej milusio na tym naszym gitarowym padole. Jeszcze jakiś czas temu, akustyczne gitary barytonowe były dostępne tylko w wersji taniej (vide: Alvarez) albo custom shop. Jakieś wiosła ze średniej półki cenowej też co prawda istniały, ale umówmy się, to były raczej dość odosobnione przypadki, a dostanie tego na polskim rynku graniczyło z cudem. Tymczasem atak postanowił przypuścić Cort ze swoim NDX Baritone – i nie powiem – jaram się jak kościół w Norwegii w latach 90-tych! Za sugerowane 700 dolców dostaniemy bowiem wydupeczne Jumbo, z topem ze świerku sitkajskiego, boczkami i płytą tylną z laminowanego mahoniu oraz podstrunnicą…

1 2 3 5