Mam nadzieję, że nie zrazi Was moja twórczość w paintcie, ale nigdy nie miałem zacięcia grafika. Temat „social media” jest ostatnio bardzo popularny, mimo, że to żadna nowość. Począwszy od IRCa w latach 90′, przez wszelakiego rodzaju gry z trybem multiplayer, fora internetowe, aż do najnowszych platform, FB, Twitter czy G+. Nie oszukujmy się, FB jest teraz najpopularniejszym narzędziem społecznościowym, zniszczył rodzimą Naszą Klasę, pokonał giganta komunikatorów GG, a zagramanicą wyparł Myspace. Powoli zmierza to też do likwidacji for internetowych, ale czy to się uda?
Skąd w ogóle ten temat na blogu? Sprawa jest dosyć prosta, sam wywodzę się ze środowiska forumowego, tam stawiałem pierwsze internetowe kroki, uczyłem się netykiety, handlowałem, wymieniałem spostrzeżenia, a głównie mędrkowałem mimo małego doświadczenia (na początku).
W 2006 roku polski internet gitarowy był dosyć niewielki. Istniał pigmej.pl, na którym zanabyć można było podstawową wiedzę gitarową, poczytać trochę o efektach, wzmacniaczach i gitarach oraz popisać na forum, które mimo swojej ułomności i milionów tematów jakoś trwało. Oprócz tego istniało forum sklepu muzyczny.pl i tam również pisało wiele osób. Oprócz tego, gdzieś tam na dalekich rubieżach raczkowała e-gitara.pl, wojny-gitarowe i kilka innych mniejszych for, na których można było poczytać o Corcie X2 i beznadziejności Marshalli z serii MG. Nie pamiętam jak wtedy działało forum Magazynu Gitarzysta – jakoś bardziej przemawiała do mnie papierowa wersja, która tak naprawdę nie była za wiele warta. W między czasie z pigmeja i muzyczny.pl wyewoluowało sevenstring.pl – jedyne w Polsce forum poświęcone low-tuningowi.
Do dziś pamiętam swój pierwszy post na forum e-gitara.pl (dzisiaj już nieistniejącym) o Cry Baby JH-1, którą posiadałem już od jakiegoś czasu, a nie było to byle co, bo w tamtych czasach, ten prawie najniższy model kaczki kosztował używany prawie 400 zł. Kawał pieniądza.
Kolejnym moim krokiem do „dorosłości internetowej” było stworzenie własnego forum. e-gitara.pl na którym zadomowiłem się bardzo mocno zostało „sprzedane” w obce ręce. Do dziś ciekawi mnie za jaki hajs poszło to dość dobrze rozwijające się jak na tamte czasy forum. „Bunt” przeciwko nowej władzy był ogromny, skończyło się to ogromnym kasowaniem postów, wyzywaniem od „hitlerowców” i podziałem użytkowników na dwie frakcje. Razem z grupą zaprzyjaźnionych userów (m.in. z ksantypem) stworzyliśmy forum zastępcze, a następnie nowe, świeże i „nasze” forum –gitara-online.pl
Z perspektywy czasu cała ta sytuacja wydaje się bardzo wesoła. Bunt przeciwko władzy – to jest chyba wpisane w naturę ludzką. Ale chyba najbardziej bolało nas, że cała wiedza i doświadczenie, którą przelaliśmy na forum została bez naszej zgody sprzedana. W regulaminie strony było zawarte, że każdy użytkownik odpowiada za swoje posty więc nie należą one do zarządzającego forum, a jednak ktoś je sprzedał i kupił.
Wybaczcie ten przydługawy wstęp, ale mój „origin” internetowy musiał się kiedyś ujawnić. Co to ma wspólnego z całą notką? Chciałem Wam pokazać, dlaczego grupy facebookowe to wcale nie taka zajebista rzecz na jaką wygląda.
Forum gitara-online.pl istnieje od 2008 roku. Przewinęło się przez naprawdę sporo użytkowników. Jednak główny człon stałych userów pamięta jeszcze e-gitara.pl. Trzymamy się razem, spotykamy, dyskutujemy, organizujemy coroczne zloty i bawimy się na nich niesamowicie dobrze, bo jak tu się dobrze nie bawić z fanatykami gitary?
Zmierzając do meritum. Dlaczego forum?
Weryfikacja
Szukając odpowiedzi na swoje pytanie na grupie FB, otrzymamy odpowiedź. Jedną, dwie, sto, tysiąc. W jaki sposób wybrać tą poprawną? Jak zweryfikować wiedzę i znajomość tematu odpowiadających? Po imieniu? Nazwisku? Zdjęciu z gitarą? Będziemy szukać w nierozgarniętej wyszukiwarce wszystkich postów danego człowieka? Oj ciężkie zadanie przed nami.
Na forum sprawa wygląda prosto. Liczba postów. Możemy zorientować się czy dany user pisze dużo, możemy sprawdzić w jakich tematach wypowiada się najczęściej, o czym pisze. Czy dodaje artykuły, recenzje, jak wygląda jego styl pisania, czy gra w zespole, jeśli tak, można sprawdzić jak to brzmi, czyli dogłębnie zweryfikować jego umiejętności.
Handel
Sprzedaliście coś kiedyś na fb? Ja może cztery rzeczy. Dwie z tych czterech transakcji przebiegły bezproblemowo, pozostałe – oj było ciężko. Ponownie problem z weryfikacją. Zapłaci, nie zapłaci. Niby znamy nazwisko, teoretycznie wiemy nawet jak wygląda dana osoba, a mimo wszystko jakoś to mocno naciągane.
Forumowy handel, mimo teoretycznego braku nazwisk rozwija się bardzo dobrze. Po pierwsze, na większości for internetowych ustawiony jest limit postów, od którego można coś kupić/sprzedać. Po to właśnie, by uniknąć przypadkowych oszustów, którzy chcą nas zrobić w bambuko. Żeby coś sprzedać – musisz coś napisać – proste. Kupując coś od „starych” userów, mamy praktycznie 100 procent pewności, że sprzedawany przedmiot wygląda dokładnie tak jak go opisano. Jak sprawa wygląda na FB? Strach pomyśleć.
Moderacja
Owszem, istnieje ona na grupach, ale komu by się chciało sprawdzać setki wiadomości? Nikomu. A na forach moderacja czyta praktycznie wszystko. Dlaczego tak jest? Stare nawyki pochodzące z zaprzeszłych czasów, gdy netykieta nie była przeżytkiem, a w pełni obowiązującym i przestrzeganym przez wszystkich prawem internetowym.
Ludzie
Czasami nie chce mi się wierzyć, że poznając ludzi na głupim forum w 2006 roku będę się z nimi widział przynajmniej raz w roku, załatwiał wszelakie sprawy w całej Polsce, dzielił się zdjęciami, pożyczał sprzęt, robił zakupy na całym świecie itd. Z kolei oni pomogą mi w wyborze telefonu komórkowego, samochodu, naprawie instalacji elektrycznej w domu, czy kupnie zabawki mojemu synowi. Niemożliwe? A jednak. Wyobrażacie sobie taką sytuację na grupie facebookowej? Chyba nie.

Oczywiście nie ma co demonizować grup FB, są one przydatne i działają prężnie. Można się do nich dostać bardzo szybko, coś kupić, sprzedać, czasami czegoś się dowiedzieć. Ale osobiście mam wyłączoną subskrypcję wszystkich grup i wchodzę tam tylko wtedy gdy pilnie szukam jakiegoś sprzętu. Wiedzę wolę jednak czerpać z innych miejsc i od innych ludzi.


O autorze

Uzależniony od coli bez cukru fanboy siódemek barytonowych i Batmana.