Opóźnienia koncertowe zdarzały się, zdarzają i zdarzać się będą. Niespodziewanie (bo będąc na próbie, nie sprawdzam telefonu co 15 minut) wchodząc do klubu Alibi we Wrocławiu dowiedzieliśmy się, że AAL się spóźni i najwcześniej pojawią się koło 23 (a była 20). I co?


W sumie – nic. Organizator zachował się bardzo fair w stosunku do ludzi – do 23 można było zwrócić bilety i otrzymać pieniążki z powrotem. Na pewno kilka osób skorzystało z okazji, niestety. Podróże po Polsce bywają nieznośne.

Na szczęście panowie pojawili się chwilkę po 23 więc udało nam się przetrwać te 3 godzinki. W związku z tym, że chcieliśmy trochę pogadać, pominęliśmy supporty. w sumie żałuję, bo nie posłuchałem Deadpoint, ale pewnie jeszcze ich spotkam,

Wracając do AAL, podobnoż złapali gumę i to dwa razy. Dlatego podróż trwała 14 godzin i stąd opóźnienie. Co jednak sprawiło, że mój odbiór całego wydarzenia był pozytywny? Osoby, które grają w kapelach, bądź przyglądały się jak wyglądają przygotowania do koncertu wiedzą jak to wygląda:

– E! Za cicho!
– Więcej stopy na odsłuch!
– Zenek, więcej kompresji na wokalu!
– Ja pie*dole, dywan mi odjeżdza!

(…)

I tak przez następna godzinę trwa próba… Może nie spodziewałem się takiej lub podobnej żenady, ale to jak sprawnie panowie zainstalowali się na scenie było bardzo pozytywne. Najwięcej czasu zajęło ustawianie bębnów pod siebie przez Matta, Javier i Tosin byli gotowi dosłownie w 15 minut. Nie ma to jak Fractal i laptop! W kwestii nagłośnienia wydawało mi się dużo słabsze niż w Krakowie. Pamiętam, że przy ciężkim wejściu gitar w Woven Web, moje wewnętrzne ja wraz z wnętrznościami obróciło się na lewą stronę. Wczoraj nie było takiego efektu. Brakło również trochę selektywności, czasami Tosin niknął w natłoku dźwięków.

Jeśli chodzi o setlistę, to na koniec oczywiście nie zabrakło CAFO, a oprócz tego (na 95%):

Tooth and Claw
Tempting Time
Wave of Babies
Kaskade
Nephele
Mind-Spun
The Price of Everything and the Value of Nothing
Lippincott
Physical Education
The Woven Web

Jedynce co mnie zasmuciło, to brak ponownego wyjścia, ale po tak długiej podróży w sumie nie ma się co dziwić. Dajcie znać jak poszedł im koncert w Warszawie.


O autorze

Uzależniony od coli bez cukru fanboy siódemek barytonowych i Batmana.