Limitowana edycja siedmiostrunowego Gibsona SG w kolorze białym trafi w tym roku do ogólnoświatowej sprzedaży. Sztuk tego wynalazku zostanie wyprodukowanych tylko 300, a jego cena to… 2499 dolarów.

Jeszcze jakiś czas temu takie limitowane edycje nazywały się Guitar of the Week i kosztowały dużo mniej niż standardowe wersje. Niestety – od zdaje się 2015 roku – ceny Gibsonów poszybowały gdzieś daleko stąd, poza zasięg zwykłego śmiertelnika.

 


Co przynosi nam nam The Angel of Death (Metal)?

Mahoniowy korpus, mahoniowy gryf, podstrunnica z Richlite… Yyyy… Pamiętacie aferę, w której „spaliły się” magazyny Gibsona z drewnem i zaczęło się „przypiekanie” klonu i inne cuda na kiju? To zdaje się dalszy ciąg tej rewolucji. Richlite to połączenie tworzywa sztucznego (a dokładnie żywicy fenolowo-formaldehydowej) z celulozą z recyklingu. Odsyłam do wiki, bo mnie przerasta ten materiał > WIKI.

Co dalej? Seymour Duncan SH-4/SH-1, skala 24 3/4″ oraz klucze Grovera. Reszta to ozdobniki i wykończenia nie mające wpływu na grę tylko na cenę. Byłbym zapomniał – dostajemy też piękny futerał z białym futerkiem, który widzicie powyżej.


Jaki jest cel Gibsona we wrzuceniu tych gitar na rynek? Według mnie to bezduszne nabicie pieniążków do kieszeni, bo gitara przede wszystkim będzie ładnie wyglądać na ścianie. I chyba po to została stworzona. Siedem strun w tej skali to wyzwanie. Szczególnie jeśli chodzi o wąski rozstaw progów. Z kolei wydłużenie skali spowodowałoby całkowite przeciążenie korpusu (co w SG i tak jest problemem).

Quo Vadis Gibson? Coraz częściej odpowiedź będzie brzmiała:
Powiesić się. Na ścianie.


źródło: gibson.com

O autorze

Uzależniony od coli bez cukru fanboy siódemek barytonowych i Batmana.