Agile Intrepid 828 Pro Dual

I stwierdził DC, że .rogaty opie*dala się, i rzekł do niego „Recenzję gitary napisz, bo nic nie robisz, to się weź przydaj na coś.”

Zasiadł więc .rogaty przed maszyną liczącą i procesor tekstu uruchomił, i jął wprowadzać weń kolejne znaki w tempie spokojnym, miarowym, bardziej powolnym niźli prędkim, wyznaczanym przez bezlitosne wahadło, które niczym gilotyna cięło wieczność na równe interwały sekund, minut, godzin…

I nakazał Dale, aby .rogaty o swoim ostatnim zakupie napisał, który stanowił wyraz czystego szaleństwa i zaćmienia umysłowego, i opisał instrument który nabył, gdyż słuchy chodzą jakoby był on jakości wątpliwej, a mało kto w tym kraju zweryfikować to może.

W ten oto sposób dochodzimy do owego dnia sądnego, w którym tajemnicza paczka dotarła w .rogatego skromne domowe pielesze. Z paczki wydobył futerał twardy, prostokątny, gabarytów znacznie większych niż przeciętne, a i masy znacznej.

Pokonując głęboko zakorzeniony lęk, z wolna otworzył zamki by w końcu unieść wieko i wpuścić ostanie promienie zachodzącego już słońca w panujący wewnątrz futerału gęsty mrok. Zgodnie z oczekiwaniami ciemność ustąpiła niechętnie – niczym rozespana kochanka, którą próbujemy przegnać na jej połowę łóżka – i oczom ukazał się widok rzadki choć spodziewany…

Instrumenty marki Agile nie są w naszym kraju zbyt popularne. Brak oficjalnego dystrybutora i wysokie koszty sprowadzenia nówki skutecznie zniechęcają potencjalnych nabywców, a sytuacji nie poprawia też reputacja marki, która jest – w najlepszym razie – średnia. Rondo Music produkuje gitary z mocną specką i o relatywnie niskiej cenie, ale oszczędza na kontroli jakości – stąd biorą się mrożące krew w żyłach (choć zapewne prawdziwe) historie o zjebanych frezach, wyłażących progach itp. Choć podejrzewam, że odsetek bubli nie jest specjalnie większy niż u innych producentów.

Tak czy inaczej, miewałem wcześniej do czynienia z innym produktem Agile, opisywanym kiedyś przez Dejla Interceptorem 727 i muszę przyznać, ze gitara – mimo iż prosta – była wykonana solidnie i grała bardzo dobrze. Dlatego też, gdy szukałem ósemki i pojawiła się okazja nabycia Intrepida nie wahałem się zbyt długo, za nic sobie mając ostrzeżenia, że to może paździerz być, a w dodatku to osiem i pewnie zupełnie nie da się grać.

Z piersi walecznej wyrwało się westchnienie głębokie – oto miał przed sobą .rogaty gitarę, o której niegdyś marzył choć wiedział, iż jest to marzenie niemal nieosiągalne. Przyglądał się jej przez jakiś czas zauroczony surową prostotą monstrum, które mu się właśnie objawiło. Oto fragmenty martwych drzew splatały się ze sobą tworząc formę zgrabną choć niecodzienną, gargantuiczną choć harmonijną i proporcjonalną. Szaloną, choć przemyślaną i ukierunkowaną na konkretny cel…

No właśnie, jak to jest z tą jakością? W przypadku Nieulękłego jest bardzo dobrze. Wszystko jest ze sobą ładnie spasowane, nic nie lata i nie trzeszczy, a i fretwork jest na zupełnie przyzwoitym poziomie. Od strony wizualnej praktycznie udało się uniknąć jakichkolwiek uchybień. Dostajemy prostą, surową gitarę pociągniętą warstwą bezbarwnego lakieru, z czarnym hardware i całkiem kosmicznym kształtem główki i body. Taki look może się podobać, choć podejrzewam, że nie do każdego trafi. Jak dla mnie jest jak najbardziej ok, bo mając na uwadze chłodne historie o niskiej jakości mogłem sobie zobaczyć czy aby drewienko jest ładne i bez sęków, a połączenia klejone są równe i solidne.

Osobną sprawą jest to jak ta gitara została zaprojektowana. A zaprojektowana została tak, by cieszyć. Głównie ludzi, którzy parają się graniem nisko nastrojonego napierdolu. Intrepid 828 Pro Dual to bezkompromisowe narzędzie do tworzenia muzyki. Każdy element gitary został pomyślany tak aby wiosło, pomimo słusznych rozmiarów, jak najlepiej spełniało swoje zadanie i żebyśmy nie musieli z nim walczyć. Dziwny kształt body, kojarzący się raczej z basem niż gitarą, zdecydowanie poprawia wyważenie gdy gita wisi na pasku. (Mam tu na myśli to, że górny róg kończy się nad 12-stym progiem przez co środek ciężkości wypada w taki miejscu że wiosło nie leci samoistnie na łeb.) Z kolei kształt główki umożliwia takie ułożenie kluczy, żeby każda ze strun mogła przebiegać możliwie prostopadle do grafitowego siodełka, co z pewnością – w połączeniu z konstrukcją NTB – pozytywnie wpływa na stabilność stroju. W zasadzie jedynym elementem co do którego miałbym jakieś zastrzeżenia jest stały most marki Hipshot. Wszystko pięknie i ładnie, ale ma zdecydowanie za grubą podstawę, przez co miłośnicy ultra niskiej akcji będą raczej rozczarowani – najcieńszej struny nie da się ustawić poniżej ~1,3 mm nad 12-stym progiem. Jest to drobna wtopa i jak komuś bardzo przeszkadza to zawsze można trochę zeszlifować podstawę mostu, choć trochę szkoda, że nie osadzono go po prostu w płytkim frezie aby zniwelować tę niedogodność. Tak czy inaczej, za projekt i jego wykonanie należy się tutaj mocne 5. Z małym minusem za wtopę z mostem.

Z lekkim przestrachem wziął instrument w dłonie i nagle już wiedział, że ta podróż nie będzie łatwa choć może okazać się wyjątkowo ciekawa i pouczająca…

I tak oto dochodzimy do sedna. Wiosło jest zbudowane tak, że ogólnie wstydu nie ma. Czy to oznacza, że od tej pory czeka nas już tylko sielanka? Otóż nie, nie do końca. Owszem, Intrepid jest wyjątkowo przyjazny jak na ośmiostrunowy, wydupecznie wielki baryton, ale pewnych problemów obsługowych z tym związanych nie udało się uniknąć. Ot, jest tu pewien kłopot z doborem strun, choć akurat fabrycznie proponowane grubości są pomyślane naprawdę bardzo dobrze. Problem tkwi jednak w tym, że przy strunach z podwójną warstwą owijki struny co niektórych producentów (Patrzę na was, D’Addario!) nie sięgają tą drugą warstwą do siodełka. No i zapomniałem też wcześniej napisać – klucze są zupełnie standardowe pomimo tego, że najgrubsza struna to lina cumownicza z rozmiarówki 0.70+. Cóż, trzeba se rozwiercić. Regulacja gryfu to również lekka komedia, bo pręty napinające mamy dwa, a dostęp do nich do przesadnie łatwych nie należy, choć to już akurat trochę czepialstwo na siłę.

Nie ma jednak co płakać, ponieważ gitara pod względem manualnym okazuje się wyjątkowo przyzwoita. Owszem, jest to moje pierwsze 8 i nie mam porównania z innymi tego typu wiosłami. Pewnie, w pierwszej chwili człowiek zwyczajnie głupieje i wszystko mu się pierdoli, ale można się do tej gitary przyzwyczaić dość szybko. Przesiadłem się na nią z wiosła o menzurze 24,75” i to z raczej sportowym gryfem i żeby było śmieszniej, to w pierwszym momencie nie pokonała mnie barytonowa skala czy poważna szerokość gryfu tylko… spacing. Struny są rozmieszczone dość gęsto, przez co pierwsze chwile z tym wiosłem wyglądały tak, że dźwięków szukałem zupełnie nie tam gdzie trzeba. Dość szybko jednak praca na takim gryfie staje się drugą naturą, a niewielkie odległości między strunami zaczynają pomagać zamiast irytować. Co do kwestii samego gryfu – wyposażony jest on w płaską podstrunnicę o jednolitym 15” radiusie, przez co gra się dość łatwo i przyjemnie nawet pomimo tego, że zdecydowanie jest tutaj za co złapać. Profil gryfu jest ogólnie dość fajny choć raczej ciężko go opisać. Powiedziałbym, że jest to coś pomiędzy „D” i „C”, tylko że odpowiednio rozciągnięte i dopasowane do gabarytu. Jeżeli chodzi o to co dzieje się od strony korpusu to szaleństwa nie ma. Jest lekkie ścięcie krawędzi korpusu, ale pełni ono raczej rolę estetyczną niż ergonomiczną. Mnie osobiście to nie przeszkadza, choć wiem, że dla niektórych będzie to problem nie do obejścia. Generalnie za wygodę należy się kolejny plus – mogło być lepiej, ale wiele do szczęścia tak naprawdę nie brakuje.

Zdecydował się w końcu podpiąć instrument do nagłośnienia. Nieśmiało odkręcił potencjometr głośności i uderzył w struny…

…i o mało się nie zesrał. Ponieważ, mato bosko, gitara może mieć jakieś tam drobne wady, a jej obsługa może być z leksza upierdliwa, ale jazda jaką oferuje jest po prostu pierwszorzędna. Niech nie łudzą się ci, co myślą że to jest uniwersalny instrument. To jest djent-maszyna w najlepszym wydaniu. Mamy tu obowiązkowy „druciany” atak spotęgowany przez duży wychył struny na długiej menzurze, mamy pięknie selektywne brzmienie, nawet jeżeli zawędrujemy w niskie rejestry i zaczniemy naparzać randomowe zera z prędkością karabinu maszynowego. Mamy w końcu zajebiście wysoki sygnał generowany przez set EMG 808. O ile na mostkowej przystawce przekłada się to właśnie na konkretne, zwarte i selektywne brzmienie, o tyle na gryfowym wiosło po prostu wyje jak potępione. Mamy tu do czynienia z mocnym, gładkim i lejącym soundem, które dzięki olbrzymiemu sustainowi świetnie nadaje się… No w zasadzie to nie wiem do czego, bo solówki gra się tu raczej ciężko, a wszystko przez menzurę, która zdecydowanie utrudnia bendowanie. W zasadzie czego byśmy na niej nie chcieli ukręcić to i tak wyjdzie djent. Co ciekawe, wbrew moim obawom EMG nie siarzą i nie kłują w wysokich rejestrach, choć brzmienie jest zdecydowanie „jasne”. Podsumowując, oferowany sound to najjaśniejszy (dosłownie…) punkt tego programu. Gita najnormalniej w świecie ma wielkie, kosmate jaja i zupełnie nie bierze jeńców. Rypie wyśmienicie, i na cyfrowych wynalazkach spod znaku L6 i Kemper, i na lampiakach różnej maści i sortu, na każdej konfiguracji napierając niepowstrzymanie do przodu, niszcząc planety i pożerając słońca.

I tak oto prezentuje się Agile Intrepid 828 Pro Dual. Gitara mocno specyficzna, zaprojektowana pod bardzo konkretnym kątem, nie pozbawiona drobnych zgrzytów, ale gwarantująca mnóstwo radości z gry, ciekawa i, co tu ukrywać, nadal dość egzotyczna. Trudno w zasadzie o inne tego rodzaju wiosła, z taką specyfikacją i wyposażeniem, bez wywalania kupy kasy na produkt lutniczy lub manufakturowy. I choćby z tego powodu warto się gitarami marki Agile zainteresować.

No i jeszcze na deser – specka:

– skrzydła korpusu: mahoń
– gryf: 5-warstwowy laminat klon/orzech
– radius: 15”
– menzura: 28.625”
– podstrunnica: klon, lakierowana
– elektronika: 2x EMG 808, 1x vol, 1x tone
– most: stały, STB Hipshot
– siodełko szyjki: GraphTech
– klucze: Grover

.rogaty skończył wprowadzać ostatnie znaki do procesora tekstu i tęsknie spojrzał na czarny monolit futerału, w którym spokojnie drzemało przedwieczne zło, spowite – tak jak za pierwszym razem – gęstym mrokiem. Uśmiechnął się nieznacznie do wspomnień, wyłączył maszynę liczącą, podszedł do futerału i niespiesznie zaczął otwierać jego zamknięcia…


foto: Adam Latoń

8.4 DJ0NT-MONSTAH!
  • WYGLĄD 8
  • JAKOŚĆ 9
  • GRYWALNOŚĆ 7
  • BRZMIENIE 9
  • CENA 9
  • Oceny użytkowników (0 Głosów) 0

O autorze

Człowiek-metalkor i Naczelny Propagator Grania Krzywo. A dej Pan spokój...