Historia japońskich Jacksonów (albo Fenderów) się zakończyła. Nie jest to może jakaś kosmiczna zaprzeszła przeszłość, ale jednak. Cały czas możemy znaleźć jednostki, które nam przypomną o gitarach zarówno pre-F(G)ender jak i z późniejszych lat, które jak pokazuje seria MG były całkiem udane.

Dziś na tapecie „szersza” siostra recenzowanego przeze mnie rok temu Jacksona COW, czyli wersja siedmiostrunowa. Nie chcę powtarzać poprzedniego tekstu więc zajmę się tylko kilkoma punktami i wrażeniami z gry.

Przypominając specyfikację:
Konstrukcja: bolt-on
Korpus: mahoń
Szyjka: mahoń, 3 części
Podstrunnica: heban
Radius: 12″-16″
Most: TOM w/ STB
Elektronika: UWAGA! !!!EMG81-7!!!, 1V
Klucze: olejowe, Jackson, 7 w linii
Pierwsza niespodzianka, która wyszła przy regularnym czyszczeniu i przeglądaniu to pickup. Byłem święcie przekonany, że COW 7 egzystuje w wersji z EMG707 pod mostem i w żadnej innej. Dlatego moje zaskoczenie było spore. Kilka klików w necie i okazuje się, że były wersje zarówno z 707 jak i standardowym 81-7. Szczerze mówiąc, jestem zawiedziony bo chciałem obczaić sławetny 707, tak chwalony i polecany. No nic, trudno.
Co o samej gitarze? Zrobiona jest elegancko, nie ma się do czego przyczepić, prócz jakichś standardowych pierdół, czyli lakier na siodełku. Wszystkie elementy gitary działają elegancji, zarówno klucze, mostek i cały jeden potencjometr. Standardowo szczegóły w postaci ekranu cavity i komór przetworników również się pojawiły. Brzmieniowo? Nie mam pytań, to samo co pryz odpowiedniku sześciostrunowym, sieje totalne zniszczenie nawet mimo znienawidzonego EMG 81. Deska miło masuje nasz brzuszek i wydobywa z siebie to co najlepsze – samego Lucyfera.
Co o samej gitarze? Zrobiona jest elegancko, nie ma się do czego przyczepić, prócz jakichś standardowych pierdół, czyli lakier na siodełku. Wszystkie elementy gitary działają elegancji, zarówno klucze, mostek i cały jeden potencjometr. Standardowo szczegóły w postaci ekranu cavity i komór przetworników również się pojawiły.
Brzmieniowo? Nie mam pytań, to samo co pryz odpowiedniku sześciostrunowym, sieje totalne zniszczenie nawet mimo znienawidzonego EMG 81. Deska miło masuje nasz brzuszek i wydobywa z siebie to co najlepsze – samego Lucyfera.
Dlaczego gitara znalazła się u mnie? Szukam czegoś, co będę mógł postawić obok Setiusa i stwierdzić, że gra mi się równie zajebiście. Co w tym wypadku jest najważniejsza? Dla mnie przy instrumentach siedmiostrunowych wygoda. Czyli korpus – archtop bądź ścięcie, coby spokojnie rękę położyć i nie nabawić się odcisków na przedramieniu, ciężar – niestety Setius jest dość ciężki, a przydałoby się coś lżejszego i najważniejsze – gryf. Wymiary ukradzione ze strony Mayonesa i sprawdzone przeze mnie empirycznie kształtują się tak:
Grubość gryfu – I próg – XII próg –  20,5 – 21,5
Szerokość podstrunnicy – I próg – XII próg – 49 – 59
Znalezione w sieciowej specyfikacji informacje na temat gryfu COW7:
Grubość gryfu – III próg – XII próg –  18,7 – 20,06
Szerokość podstrunnicy – I próg – XII próg – 48 – (brak)
Nawet jeśli dodamy do grubości 1-1,5mm czyli wysokość progów, to gryfy powinny być prawie identyczne. Niestety tak nie jest:
Grubość gryfu – III próg – XII próg –  22 – 24
Szerokość podstrunnicy – I próg – XII próg – 49 – 60
Mimo niewielkich rozbieżności, różnica jest mocno wyczuwalna. Podsumowując, Jackson Chrisitan Olde Wolbers Dinky DK7 to kultowa już gitara, mimo młodego wieku. Brzmieniowo i cenowo (rynek wtórny) kształtuje się w czołówce siódemek ze średniego poziomu. Zdecydowanie polecam.
8.8 DOSKONAŁA PROSTOTA
  • WYGLĄD 10
  • JAKOŚĆ 8
  • BRZMIENIE 9
  • GRYWALNOŚĆ 8
  • CENA 9
  • Oceny użytkowników (2 Głosów) 6.5

O autorze

Uzależniony od coli bez cukru fanboy siódemek barytonowych i Batmana.