Od chwili, gdy pierwszy raz miałem styczność z kaczką Morleya minęło bardzo dużo czasu. Był to chyba jakiś model Bad Horsie, nie pamiętam który. Przeraziłem się wtedy. Jakieś to takie wielkie, trapezowate, włącznik z boku. Do tego można było wychylić pedał bardzo głęboko, a samo wahnięcie było dość płytkie i brzmiało dla mnie niesatysfakcjonująco. Powiedziałem wtedy – nigdy nie kupię kaczki Morleya! Ale życie zweryfikowało moją postawę dość dogłębnie. Jako że lenistwo dopadło mnie już jakiś czas temu, szukam jak najlepszych i najłatwiejszych rozwiązań sprzętowych. Stąd wybór PODa oraz właśnie sygnatury Marka Tremontiego (niegdyś Creed, teraz Alter Bridge) od Morleya.
Wygląd
Klasyczny Morley – czarna, proszkowana farba plus białe napisy. Dość duża, prostokątna podstawa, a do niej przykręcony pedał o kształcie trapezu. Po prawej stronie dioda informująca nas o działaniu kaczki, z lewej potencjometr odpowiadający za siłę podbicia (maks 20dB). Standardowo dwa solidne gniazda: input – output oraz wejście na zasilacz (standardowe gniazdo 5,5/2,1). Po obróceniu kaczki znajdujemy miejsce na umieszczenie baterii. Klapka nie jest plastikowa jak w Dunlopach więc się nie połamie. Nie jest zatrzaskiwana ani przykręcana, tylko zahaczana. Jest też przymocowana żyłką do efektu więc się nie zgubi. Same plusy. Po zdjęciu dolnej pokrywy naszym oczom ukazuje się bardzo estetycznie wykonany układ elektroniczny, a oprócz tego mini potencjometr odpowiadający za opóźnienie przy wyłączaniu kaczki, ale o tym później. Opisywany model posiada też gumę antypoślizgową pod nogę, wykreowaną na kształt blachy ryflowanej oraz cztery gumowe podkładki na spodzie. Podsumowując – wygląd prosty, aczkolwiek gustowny i praktyczny.
Jak to działa?
Może nie każdy wie, ale kaczki Morleya nie działają na takiej samej zasadzie jak protoplasta każdej kaczki – Vox, czy uwielbiane przez wszystkich Dunlopy.
Morleye nie posiadają potencjometrów, tylko układ optyczny który odpowiada za kaczkowanie (z mojej skromnej wiedzy elektronicznej wynika, że sercem układu są dwie diody i dwa fotorezystory ). Jest on dużo bardziej odporny na działanie czasu niż potencjometr, nie musimy się martwić o smarowanie, czy też trzaski i charczenia. Pod pedałem kaczki zamontowana jest sprężyna (jest ona solidna i stawia dość duży opór, można rzecz że czuć tą kaczkę pod nogą), która utrzymuje ją w pozycji górnej. I w tej właśnie pozycji kaczka jest wyłączona. Dlaczego? Bo nie posiada włącznika. I tu właśnie wychodzi wygoda o której wspomniałem na samym początku. Tego modelu kaczki Morleya nie trzeba włączać, kładziemy tylko nogę, delikatnie naciskamy i już możemy cieszyć się naszym wah – wah. No ale jak to wyłączyć? Z pomocą przychodzi nam mini potencjometr ukryty na płytce. Dzięki niemu możemy ustawić opóźnienie wyłączenia kaczki. W moim przypadku jest to minimum, zdejmuję nogę z pedału i po ułamku sekundy kaczka już się wyłącza. Po dokręceniu potencjometra na maks w prawo, czas wyłączenia to około 3 sekundy. Opcja ta jest przydatna, gdy ktoś gra dłuższe partie na „niskim” ustawieniu efektu. Dużym plusem jest też dioda informująca o działaniu efektu, choć właściwie jest to taki bajer.
Przecież kaczka i tak się wyłącza po zdjęciu nogi .
Power on!
Kaczka ta została stworzona na potrzeby gitarzysty rockowo – metalowego i tak właśnie działa. Nie pomoże nam w zagraniu regasków czy też pykaniu wesołego funky. Olbrzymi zakres pedału i głębokość wah genialnie sprawdzi się przy długich solówkowych pochodach albo przy tworzeniu dziwnych, pokręconych brzmień a’la flanger. Brzmienie kaczki jest ostre, nie ma tu miejsca na kompromisy i delikatność. Ogólnie rzecz biorąc, kaczka nie jest uniwersalna. Szumy są na akceptowalnym poziomie, a dzięki buforowi impedancyjnemu, który Morley pakuje do większości swoich efektów, brak true bypassu nie rzuca się w oczy, a przede wszystkim w uszy. Prawie zapomniałem, w kaczce jest jeszcze jeden potencjometr odpowiadający za znane i ostatnio bardzo lubiane „dopalenie”. Przy maksymalnym odkręceniu jest to aż 20 dB więc na pewno doleje oliwy do naszych ognistych solówek. Jeżeli boostu dodamy na kanale czystym, zwiększy się nam po prostu głośność.

Podsumowanie
Starałem się być obiektywny w stosunku do prezentowanego efektu, ale niestety nie umiem. Kaczka jest prostu świetna. Bardzo intuicyjna w obsłudze, a jednocześnie posiada wszystkie ficzery, które są nam potrzebne do przetrwania na scenie. Jedyne do czego można by się przyczepić to to, że kaczka jest skierowana do zamkniętej grupy odbiorców. Ale czy to źle? Cóż jeszcze? Kaczka Morleya to jedyny sposób, żeby wstawić krótkie, wyraziste wah w bardzo krótkim czasie. Podczas grania ciężkiego metalowego riffu, chcemy dowalić jakiś szybki nieharmoniczny dwudźwięk podbity kaczką. Na Cry Baby jest to praktycznie niewykonalne, a Morley? Zapiszczy jak okrutna locha na świniobiciu!
Specyfikacja techniczna:
Prąd: 12 mA @ 9V DC
Kontrola: boost (20 dB), wah off delay
Waga: 1,51 kg

O autorze

Uzależniony od coli bez cukru fanboy siódemek barytonowych i Batmana.