Odkąd Keith Merrow zapowiedział, że pracuje nad swoją nową sygnaturą, cały gitarowy internet czekał z niecierpliwością na to, co się wydarzy. W końcu się wydało, prototyp został ukazany światu i okazał się nim być biały Schecter. Mam nadzieję, że Keith się nie obrazi jak pożyczę od niego zdjęcie:

Ale zanim porównamy proto z produktem finalnym, czas na…
Specyfikację:
 Konstrukcja: set in
Korpus: jesion bagienny
Top: klon falisty
Szyjka: klon, 3 części, wzmocniona prętami z włókna węglowego
Podstrunnica: heban
Skala: 26,5″
Binding: korpus-szyjka-główka, wieloczęściowy
Radius podstrunnicy: zmienny, 12″-16″
Profil gryfu: ultra thin „C”
Szerokość progi I/XII: 19/20mm
Siodełko: Graph Tech Tusq
Most: Hipshot
Progi: 24 X-Jumbo, stal nierdzewna
Przetworniki: SD Nazgul-7, Sentient – 7, puszki
Elektronika: 3way, master volume + push-pull
Klucze: blokowane, Schecter
Markery: naprzemienne + luminlay
Wykończenie przód: trans white satin
Wykończenie tył: trans black satin
Waga: ~4kg
Czas start!
Pierwsze na co zwróciłem uwagę, to waga instrumentu. Ciężar sięga tu około 4kg, w porównaniu do Banshee, które waży 3,5kg, czy Blackjack C7 SLS – 3,2kg to sporo. Szczególnie po wyborze drewna na korpus i zapewnieniu Keitha, że gitara jest lekka. Specjaliści od wyrobów drewnianych sugerują, że zamiast drogiego jesionu bagiennego użyty został cięższy i tańszy jesion zwykły, stąd waga. Ja w tej kwestii nie zabieram głosu – nie znam się.
Gitara przyjeżdża do nas z fabrycznym setem strun 9-46+62, wystrojona do drop A, czyli dokładnie tak jak gra KM. Ustawienie gitary jest zdecydowanie lepsze niż w testowanym niedawno Banshee, ale nadal wymagało poprawek. Po obniżeniu akcji i wyregulowaniu tego i owego zabrałem się za granie po raz pierwszy, drugi, trzeci, w końcu zmieniłem struny na swój ulubiony set 9-42+60 i co?
Korpus. Po przyłożeniu do Banshee widać, ze to jednak nie to samo:
Różnią się one dolnym rogiem, który jest inaczej wycięty. Typ korpusu to archtop, czyli środek korpusu z pickupami i mostem są wyżej niż brzegi. Z tyłu zauważymy profil brzuszkowy, malutka klapka z elektroniką i 7 tulei na struny. Oprócz tego zachwycić nas mogą wspaniałe słoje jesionu widoczne przez transparentny lakier:
Elektronika w gitarze oprócz pickupów składa się tylko z dwóch elementów sterujących, są nimi przełącznik trój-pozycyjny oraz potencjometr głośności pozwalający również na rozłączenie cewek. Nie będę ukrywał, jest to również moje ulubione rozwiązania. Te dwa elementy znajdują się blisko brzegu korpusu, co sprawia, że przy energicznym graniu nie jesteśmy w stanie zmieniać ich ustawień Tak jest, to również lubię:
Most Hipshota, prosty i intuicyjny w obsłudze pozwala na precyzyjne ustawienie i regulację wysokości strun raz menzury. Gdy dobrze się mu przyjrzymy, utwierdzimy się w przekonaniu, że pan Merrow naprawdę mocno grzebał w tej gitarze:
Skrócony wózek siódmej struny pozwala na oddalenie go i wydłużenie menzury o wiele bardziej niż w przypadku standardowych wózków. O takich patentach zapominają nawet pracownie lutnicze wysokiej klasy, a znajdujemy je w koreańskiej gitarze produkowanej na taśmie. Nieźle nie? Zapomniałem dodać, że cały korpus otoczony jest kilkuwarstwowym, biało czarnym bindingiem. Przechodzi on na szyjkę, a kończy swoją podróż na główce. Pickupy (Nazgul i Sentient) również były opracowywane przy współpracy z KM, stąd znalazły się w tej siódemce. Zapakowane w satynowo-czarne puszki i zamontowane bezpośrednio w korpus doskonale uzupełniają tę sygnaturę:
Na hebanowej podstrunnicy znajdziemy 24 progi x-jumbo ze stali nierdzewnej. To kolejny prezent od Keitha, dzięki któremu prawdopodobnie nigdy nie będziemy musieli dokonywać w tym instrumencie szlifu, czy też wymiany progów. Między progami widzimy markery, które w połowie zmieniają położenie z górnej części na dolną. Teraz czas na kolejny prezent, na bindingu zamontowano luminlaye, czyli fosforyzujące markery. Zapewne niejednemu wymiataczowi przydadzą się na scenie. Tył gryfu również wykończono transparentnym satynowym lakierem i jesteśmy w stanie dojrzeć przezeń klonik. Niestety nie widać wzmocnień (pewnie to dobrze), które mają zwiększyć stabilność stroju i uchronić gryf przed nieciekawym wpływem czynników atmosferycznych, takich jak zmiany temperatur, czy wilgotności. Na razie nie jestem tego w stanie ocenić, opiszę sprawę po dłuższym użytkowaniu.
Wycieczka kończy się na główce w rewersie, zaopatrzonej w siedem blokowanych kluczy Schectera. Z tyłu zaś, znajdziemy podpis Keitha. Zaraz przed głownią, struny opierają się o siodełko wykonane z magicznego tworzywa Tusq, które ma imitować kość i zapewniać bezproblemowe przesuwanie się strun.
Drugie okrążenie
Wiemy już jak wygląda to cudo. Pisalem, o wykonanych przeze mnie regulacjach i wszystkie one przebiegły bezproblemowo. Zarówno ustawienie wysokości strun, menzury, czy gryfu. Do elektroniki również nie mam zastrzeżeń, choć wydaje mi się, że potencjometr jest „luźny” i potrafi sam się skręcić przy drganiach korpusu.
Ma ktoś bidon?
Kilka linijek wyżej można podziwiać prototyp. Czym się różni od niego finalna wersja? Przede wszystkim położeniem potencjometrów, odległością pickupa od mostu, transparentnym lakierem na tyle korpusu oraz zaślepką pręta. W prototypie była z podpisem Keitha, teraz mamy proste KM-7.  (U mnie jest obrócona na „lewą stronę”, bo lubię). Tyle zauważyłem.
Trzecie okrążenie
A jak to siedzi w łapie? W zasadzie nigdy nie czepiałem się ergonomii Schecterów i tak samo jest w tym wypadku. Gitara doskonale układa się na kolanie zarówno na prawym jak i klasycznie między nogami. Nie ma mowy o locie na główkę, czy to na siedząco, czy stojąco. Gryf to znany z Banshee i C7 SLS – ultra thin ‚C’, odchudzony i w miarę wąski, pozwalający na swobodę grania w każdej pozycji.  Wymiatacze również będą zadowoleni, gdyż dostęp do najwyższych pozycji jest bardzo dobry.
Czwarte okrążenie – leżymy
Cukier i lubrykant ścielą się gęsto, ale tak jak to w przypadku Schectera bywa, coś się musi omsknąć. Najgorsze bubu znalazło się zaraz pod pickupem:
Niedolakierowany malutki sęk robi bardzo nieładnie korpusowi. Oprócz tego dochodzi sporo innych niedoróbek i niedopatrzeń lakierniczo technicznych.
Żeby nie było, że czepiam się tylko Schectera. Widzicie ten wypływający wosk? Czepiałem się ostatnio luźnych tasiemek w Jacksonie, a Seymour też się tutaj nie popisał:
Piąte okrążenie – ogień
Po wpięciu KM-7 do mojego TonePorcika już wiedziałem, że zapowiada się ogień. I nie pomyliłem się za dużo. Gitara naprawdę przeszła solidny test brzmieniowy na kilku klasowych wzmacniaczach lampowych, a później przegrała próbę u boku Banshee na AHB-1-7. Brzmienie gitary celuje w środek i górny środek pasma. Przyczyny tego pozytywnego stanu rzeczy trzeba zapewne szukać w klonowo – hebanowyn gryfie oraz pickupach tworzonych właśnie dla takich brzmień. Nie jest to typowy djentowy sound, ale raczej niskostrojone metalowe granie, czyli dokładnie to co słyszymy na najnowszej płycie Merrowa i Loomisa. Gitara jest bardzo selektywna, dzięki minimalnie mniejszej sile sygnału i podbitych górno – środkowych częstotliwościach przebijała się w miksie dużo bardziej niż BO. Podsumowując, gitara gra bardzo dobrze. Mocno, selektywnie, ma wyeksponowane najważniejsze pasmo dla gitary, a dodatkowo dochodzi nam możliwość rozłączenia cewek i pogrania country. Czysty ogień.

Finisz
Gdyby kontrola jakości w koreańskiej fabryce była trochę lepsza, wiosło spokojnie mogłoby stanąć w szranki z wypustami o wiele droższymi. Ficzery jakie zaproponował nam Schecter do spółki z panem Merrowem są jak dla mnie przegenialne. Wiosło jest przemyślane, dostosowane do nowoczesnego grania, zaopatrzone w topowy osprzęt, a żeby to było mało, wykończenie przywodzi na myśl butikowe konstrukcje choćby Mayonesa. Gdyby tylko nie było tych wpadek…
8.0 Cud, miód bez orzeszków
  • WYGLĄD 9
  • JAKOŚĆ 6
  • BRZMIENIE 9
  • GRYWALNOŚĆ 9
  • CENA 7
  • Oceny użytkowników (2 Głosów) 8.3

O autorze

Uzależniony od coli bez cukru fanboy siódemek barytonowych i Batmana.