Stroić, stroić, stroić. Ale czym? Namnożyło się nam tunerów, stroików, kamertonów z delayem i przesterem. Co wybrać w natłoku chińskiego dziadostwa? Oczywiście mój wybór jest prosty – Turbo Tuner i wszystko jasne. Co jednak w przypadku gdy nie mamy możliwości ściągnięcia tego urządzenia zza oceanu? TC Electronic z dnia na dzień próbuje nas zaskakiwać różnymi rozwiązaniami, co raz bardziej zaawansowanymi i wymyślnymi. Kolejnym przełomowym dzieckiem duńskiej firmy miał być polifoniczny tuner o wdzięcznej nazwie PolyTune. Czy tak jest w istocie?

Pierwsze wrażenia

Tuner dociera do nas w kartonowym pudełeczku. W środku znajdziemy krótką instrukcję w kilku językach, dwa małe paski velcro do zamocowania kostki w pedalboardzie oraz naklejkę z logiem TC. Całkiem przyjemny początek. Oczywiście tuner fabrycznie wyposażony jest w baterię, co dzisiaj jest już standardem.

Wygląd

Kostka sprawia wrażenie bardzo masywnej i taka jest w istocie. Eleganckie białe pudełko wyposażone jest w spory wyświetlacz, wejście, wyjście i przełącznik true bypass. To widać z góry. Patrząc „od przodu” znajdziemy dwa przyciski do obsługi tunera – display, tuning, wejście na zasilacz oraz wyjście dzięki któremu możemy zasilić resztę efektów oraz wejście serwisowe USB.

Jak to działa?

Zasadniczym stumilowym krokiem miało być strojenie polifoniczne, czyli wszystkich strun na raz. I co z tym zrobić, skoro producent już w instrukcji napisał, że zdropowane stroje nie są obsługiwane? Że tak powiem – kiszka. No ale idźmy dalej. Możliwe jest z kolei obniżenie stroju o 5 póltonów, czyli jakby nie licząc std B najniżej. Ale wrócę jeszcze do samego początku, po włączeniu tuner pokazuje nam w jakim trybie się znajduje, czyli Gitara, 440 Hz. Obydwie te rzeczy możemy zmienić za pomocą tuning i display. Do dyspozycji są 4 opcje, guitar needle, guitar stream, bass needle, bass stream. Czyli po polskiemu, needle – suwaczek który pokazuje za wysoko albo za nisko, stream – przesuwające się diodki. To wszystko w opcji chromatic, która włącza się gdy uderzymy jedną strunę. Gdy uderzymy wszystkie 6 (4, 5 albo 6 przy trybie basowym) włącza się tryb poly, pokazujący odchylenia od wybranego stroju. A co jeśli mamy 7 strun albo nie daj bosze 8? Znowu kiszka. Polifonia idzie spać. Możemy oczywiście skalibrować częstotliwość dźwięku A w granicach 435 do 445 Hz. Jest jeszcze wejście USB, którego używa wyłącznie serwis. Aj, prawie zapomniałem o jeszcze jednym, czujnik dopasowuje jasność wyświetlacza do panujących warunków. Bajera!

Podpinamy

Strojenie za pomocą PolyTune, jest bardzo przyjemne, reaguje on bardzo szybko na dźwięki jak i zmianę trybu strojenia. Dokładność na poziomie 0,5 centa gwarantuje nam bardzo dobrze nastrojony instrument. Na dzień dzisiejszy stroję w drop B i tuner w trybie chromatic radzi sobie z nim bardzo dobrze. Po zmianie strojenia w tunerze na Db, spróbowałem opcji Poly. Jakie wnioski. Oczywiście struna B jest całkowicie omijana. Po nastrojeniu gitary chromatycznie, a później po przejściu na Poly, wskazania były złe. Dlaczego? Bo uderzenie wszystkich strun różni się od uderzenia w strunę pojedynczo. Przynajmniej w moim przypadku, może u innych ten problem nie występuje.

Podsumowanie

Ton recenzji jest dość negatywny. Moje podejście do strojenia poly, które ma tyle ograniczeń, że właściwie nie widzę możliwości jego zastosowania zrobiła swoje. Szczególnie po ogromnej kampanii reklamowej TC, która wychwala swój produkt pod niebiosa.
Obiektywnie rzecz biorąc, podpinając opcję poly pod bajer, tak samo jak automatyczne dopasowanie jasności wyświetlacza jest to bardzo dobry tuner. Posiada on wszystkie niezbędne opcje do przetrwania na scenie. Duży wyświetlacz, true bypass i bardzo szybką reakcję (w porównaniu do produktów Korga i Bossa.)
Kolejnym za jest też cena, która kształtuje się na poziomie 300 zł.
Jeżeli dzisiaj miałbym kupić tuner i nie miałbym możliwości ściągnięcia TT, byłby to właśnie TC Polytune.

O autorze

Uzależniony od coli bez cukru fanboy siódemek barytonowych i Batmana.