Brzmienie tremolo zauroczyło mnie dawno temu na koncercie znanego skądinąd zespołu Hey. Marcin Żabiełowicz operował nim w cudowny sposób, który przywodził na myśl swobodne odpływanie w spokojną przestrzeń kosmiczną…  I tak w moje posiadanie wpadł najpierw Boss TR-2, później VL Tremolo II, a teraz jego poprzednik VL Tremolo I.

Wygląd

Layout efektów Voodoo Lab jest prosty aż do przesady. Klasyczne proszkowane pudło ozdobione schizofrenicznymi półokręgami, dwie gały – Intensity oraz Speed, 3PDT. Wejście, wyjście i zasilanie znajdują się na przedniej ściance efektu. Aż za prosto. Co go odróżnia od modelu II? Nowszy model został wyposażony w dodatkowe potencjometry, głośność oraz zmianę kształtu fali „Slope”. Do tego dioda no i klasyczne gniazdo zasilania 5,5/2,1, a nie mini jack. Niestety żeby dostać się do gniazda baterii, należy odkręcić spód efekty, co w szale koncertowym może okazać się ciężkim zadaniem. Obok zmiany baterii możemy też ukrytym trymerem zwiększyć poziom wejściowy sygnału oraz zmienić kształt fali przełącznikiem Pulse/Swell. Właściwie w nowszym modelu poprawiono wszystko to co mogło sprawiać (prócz klapki baterii) jakieś trudności w obsłudze. Ale czy starsze urządzenie jest gorsze?

Brzmienie

Zaczynam standardowo od sprawdzenia bypassu. Jest ok. Sygnał nie zostaje pocięty na kawałeczki. Szumy własne efektu są na bardzo niskim poziomie, właściwie niesłyszalnym. Odpalamy efekt, ustawiając gały ma godzinę 12 otrzymujemy bardzo delikatnie zmodulowany sygnał, nadający się do podkładów akordowych. Jako że mamy tylko dwie gały, obsługa efektu jest dziecinnie prosta, chcemy szybciej, zwiększamy speed, aż osiągniemy prędkość karabinu maszynowego. Chcemy zmniejszyć stosunek czystego sygnału do zmodulowanego, zmniejszamy intensywność. I tyle właściwie. Na ogromną pochwałę zasługuje głębia efektu, dodane tremolo jest czułe i płynie razem z nasza gitarą. Dobra wiadomość dla purystów, efekt po włączeniu nie tnie brzmienia, nie ucina górki, nie zmienia dołu w mulące czekoladowe ciasto. Brzmienie gitary pozostaje takie same, jedyna zmiana którą usłyszmy to dodany efekt tremolo.

Finał

Używany efekt można wyjąć na Allegro za bardzo sensowne pieniądze i myślę że to chyba jeden z najsensowniejszych wyborów. Boss TR-2 ze spadkiem głośności odpada w przedbiegach, no chyba że po modach u Keeleya, ale wtedy jego cena jest równie Keeleyowska. Może Fulltone? Jak najbardziej, za pomocą pedału możemy płynnie regulować szybkość modulacji i jest to spore udogodnienie, za które jednak musimy też sporo zapłacić. Voodoo Lab mimo uproszczonej budowy i utrudnionego zasilania spełnia jednak swoje zadanie w 100, a nawet w 120 procentach. I to za kasę porównywalną z budżetowym Bossem. A jak nam się nie podoba, zawsze można zapolować na nowszą wersję. Recenzja ta jest totalnie nieobiektywna, niestety. Ale czy któraś recenzja jest? Albo nam się podoba, albo nie. Mi się podoba i to bardzo.

O autorze

Uzależniony od coli bez cukru fanboy siódemek barytonowych i Batmana.