Nie przepadam za budżetowymi rozwiązaniami. Kilka razy przejechałem się w życiu na tanich sprzętach (Behringer TU100, pedalboard, który rozpadł się podczas transportu do mnie) i raczej omijam go szerokim łukiem. Dzisiaj, po wielu próbach trafił do mnie na testy Warwick RockTuner PT-2. Druga odsłona tunera w kostce o giganta muzycznego Warwicka. Co nam może zaoferować? Przekonajmy się.

Nie będę ukrywał, podchodzę do tego sprzętu jak do wątróbki, której nie jadam i nie mogę znieść jej smaku, ale jak już się pojawiło, to wytestuję. Zainteresowałem się tymi tunerami zaraz po wyjściu PT-1, po obejrzeniu kilku testów na youtube, stwierdziłem, że nie ma czym się interesować. Po jakimś czasie na pewnym forum za sprawą przedstawiciela W&F dowiedziałem się, że wyszła druga wersja, lepsza, szybsza i w ogóle miodzio. Tyle tytułem przydługawego wstępu.
Jako, że nie mam pudełeczka, kradnę specyfikację:
– True Bypass
– Dwa wyjścia Output Bypass i Output
– Zakres strojenia: A0 (27,5 Hz) – C8 (4168 Hz)
– Częstotliwość: 436 – 445 Hz (ustawienie co 1 Hz)
– Dokładność: + / – 1 Cent
– Zasilanie: bateria 9V (w zestawie), opcjonalny zasilacz 9V DC
– Wymiary (szer. x dł. x wys.): 5,9 cm x 10,8 cm x 3,6 cm
Wygląd
Jak to wygląda? Bardzo prostu. Czarna, prostopadłościenna, lakierowana na „gloss” obudowa, z prawej wejście, z lewej dwa wyjścia (z wyciszaniem i bez). Z góry duży wyświetlacz, dwa przyciski – pitch i flat, dioda oraz włącznik. Z tyłu znajdziemy klapkę od baterii.
Subiektywna ocena wyglądu i wykonania – niska. Osłona wyświetlacza jest kiepskiej jakości, ugina się pod lekkim naciskiem. Gniazda jack to najtańsze, chińskie produkcje, co niestety skończy się za jakiś czas wyrobieniem i wylatywaniem wtyku. Dioda. Po co ona tam jest – nie wiem.
Możliwości
Tuner wyposażony jest w true bypass, co jest standardem dzisiaj. Oprócz tego posiada dwa wyjścia, jedno z odcinaniem sygnału, drugie bez. Oprócz tego możemy wybrać częstotliwość strojenia od 440 do 445 (przycisk pitch 0,1,2,3,4,5) oraz od 436 do 439 ( pitch – 6,7,8,9). Mamy jeszcze opcję FLAT, czyli strojenie dla analfabetów muzycznych. Nie będę się wgłębiał, poruszałem temat przy Turbo Tunerze.
Wpinamy
I jest pierwsze zaskoczenie. Po wpięciu bije nam po oczach olbrzymich rozmiarów świecidełko. Na pewno sprawdzi się na scenie. Zasilanie zewnętrzne działa w porządku. Na baterii nie sprawdzam. Wpinamy gitarę i działamy. Na dzisiaj stroję w drop A na siódemce. Ze standardowym strojem gitary nie ma żadnych problemów (pierwsze 6 strun). Siódma struna sprawia już jakiś „ale”, zarówno z szybkością jak i nastrojeniem. Mała dokładność sprzętu (1 cent) nie do końca radzi sobie z dużym wychyleniem struny jaka ma miejsce przy niskim strojeniu. Żeby nie było za łatwo wpinam bas. również w drop A.
Tak samo jak przy najniższym dźwięku gitary, 3 struna (A) jeszcze jakoś poszła. Czwarta E – długa chwila zastanowienia i różne wskazania przy każdym uderzeniu, piąta struna – już nie łapie, mimo zapewnień producenta o zakresie do własnie tego dźwięku.

Oceniamy
Tuner niestety jest u mnie zdyskwalifikowany – nie nastroi mi basu. Jeżeli chodzi o ogólną opinię, nie ma tragedii. Ciężko znaleźć tuner podłogowy w tej cenie (około 100 zł). Najtańsze Jojo i  Mooer podchodzą już pod 150 zł. Później GoGo i zaraz za nim PolyTune, Korgi i cała reszta Bossów.
Nie polecałbym go również do konkretnych i profesjonalnych regulacji instrumentów, ma zbyt małą dokładność i mocno wariuje, szczególnie przy niskich dźwiękach. Jednak na pierwsze próby i małe występy powinien wystarczyć. Osobiście dołożyłbym kilka złotych do czegoś lepszego.

O autorze

Uzależniony od coli bez cukru fanboy siódemek barytonowych i Batmana.