Zady i walety

Dziś nie ma już chyba osoby, która zastanawiałaby się nad tym w jaki sposób mostki FR tak na prawdę działają. Zasada jest prosta – most opiera się tak zwanymi nożami na dwóch trzpieniach i jest utrzymywany w równowadze przez dwa przeciwdziałające sobie elementy, czyli kompletowi strun z jednej i zestawowi sprężyn z drugiej strony. Każde dotknięcie ramienia mostu powoduje wychylenie układu ze stanu równowagi, co przekłada się na zmianę wysokości wybrzmiewającego właśnie dźwięku. Proste jak budowa cepa. A jeżeli nadal nie wiecie o czym mówię, to tutaj macie ładny obrazek poglądowy.

en.wikipedia.org

Co taka zasada działania niesie ze sobą? Najbardziej oczywistą wadę systemu – nieuniknione zerwanie struny, które prowadzi do rozregulowania całego układu. Tak więc w sytuacji koncertowej możemy spokojnie zapomnieć, że dokończymy numer i nikt nawet nie zauważy, że coś tam się stało. Powstało zresztą kilka rozwiązań, które problem w jakiś sposób niwelują (najsłynniejsze z nich to bodajże Tremol-No), jednak sam projekt nigdy nie doczekał się usprawnienia w tym względzie.

Ponadto, regulacja całego systemu potrafi się okazać wyjątkowo upierdliwa, zwłaszcza jeżeli wykonuje się ją od podstaw. Chyba wszyscy to znają – załóż struny, nawiń na klucze, mostek zaczyna odstawać coraz bardziej od punktu równowagi, równoważymy go więc sprężynami, co z kolei powoduje nieraz podwyższenie zamierzonego strojenia i tak w koło Macieju… Ech. A potem musimy jeszcze ustawić menzurę. No byłem przy tym nie raz.

Nie zmienia to jednak faktu, że raz ustawiony system zapewnia nam nieprawdopodobną stabilność stroju. Żeby nie było między nami niedomówień – mówię tu o prawilnych floydach, i jego prawilnie licencjonowanych wariacjach, a nie o tanich azjatyckich mostkach zrobionych z białego sera i mąki. Tak czy inaczej, raz wyregulowany i nastrojony Floyd ma szansę taki pozostać aż do wymiany strun. No, może będziemy sobie coś tam musieli podstroić na mikrostroikach. Struny są w końcu wykonane z metalu, są więc podatne na zmiany temperatury i czasem coś tam o parę centów poleci.

Kolejną cechą tej konstrukcji jest też niezaprzeczalnie to, że działa ona poniekąd jako amortyzator. Tak więc w gitarze z Floydem trudniej będzie uzyskać nam odstrojenie spowodowane zbyt mocnym uderzeniem w strunę, co może być sporą zaletą dla ludzi o cięższej ręce. Z drugiej strony, będzie nam też ciężej zrobić poprawne podciągnięcie. Nie to, żeby się całkowicie nie dało, ale wymaga ono zazwyczaj więcej siły ze względu na to, że podciągając strunę „ciągniemy” nią cały most. Patent na poprawę tego stanu rzeczy wykombinował zresztą Ibanez w swoim Zero Point System, ale o tym będzie może innym razem.


1 2 3 4

O autorze